Publikacje

  • Jak trenować szybciej? Czego możemy nauczyć się z systemu Andreasa Almgrena

    Regularność, duża objętość spokojnego biegania, kontrolowany trening progowy, odpowiednio dawkowane VO₂max i coraz większa specyfika wraz ze zbliżaniem się zawodów. Tak w dużym uproszczeniu można opisać sposób myślenia Andreasa Almgrena o treningu. Ale to tylko uproszczenie bo rozwinięcie tych elementów znajdziecie w tej publikacji. Do której Was zapraszam.

    Kim jest Andreas Almgren?

    Andreas Almgren to szwedzki biegacz długodystansowy, urodzony w 1995 roku, który w ostatnich latach wyrósł na jednego z najlepszych europejskich zawodników w historii biegów od 3000 m do półmaratonu.

    Co ciekawe, jego kariera nie zaczęła się od długich dystansów. Almgren był początkowo specjalistą od 800 metrów. W 2014 roku zdobył brązowy medal mistrzostw świata juniorów na tym dystansie, uzyskując w finale 1:45.65. Później jego rekord życiowy poprawił się do 1:45.59.

    Z czasem przesuwał się jednak na coraz dłuższe dystanse. I właśnie ta transformacja jest jednym z powodów, dla których jego historia treningowa jest tak interesująca. Z zawodnika bazującego przede wszystkim na szybkości i dużej intensywności stał się biegaczem budującym wyniki na ogromnej bazie tlenowej, treningu progowym i bardzo precyzyjnym zarządzaniu intensywnością.

    Dzisiaj jego wyniki należą do ścisłej światowej czołówki.

    Do najważniejszych osiągnięć Almgrena należą:

    • 12:44.27 na 5000 m – rekord Europy ustanowiony w Sztokholmie w 2025 roku,
    • 26:52.87 na 10 000 m,
    • 26:45 na 10 km na ulicy – rekord Europy ustanowiony w 2026 roku,
    • 58:41 w półmaratonie – rekord Europy ustanowiony w 2025 roku,
    • 7:26.48 na 3000 m – rekord Szwecji ustanowiony w 2026 roku.

    Do rekordów doszły również medale wielkich imprez. W 2025 roku Almgren zdobył brązowy medal mistrzostw świata na 10 000 m, a w sierpniu 2026 roku został mistrzem Europy na 10 000 m, wygrywając finał w Birmingham w czasie 27:23.44.

    Szczególnie imponujący jest jego rekord Europy na 5000 m – 12:44.27. W aktualnych tabelach World Athletics jest to najszybszy wynik Europejczyka w historii, przed 12:45.01 Mohameda Katira i 12:46.59 George’a Millsa.

    Na uliczne 10 km Almgren najpierw pobiegł w styczniu 2025 roku 26:53, poprawiając ówczesny rekord Europy o 11 sekund. Rok później wrócił do Walencji i poprawił własny rekord o kolejne osiem sekund – do 26:45.

    To pokazuje skalę jego rozwoju. Mówimy o zawodniku, który jako junior biegał 800 m poniżej 1:46, a kilkanaście lat później został rekordzistą Europy na 5000 m, 10 km i w półmaratonie.

    I właśnie dlatego jego książka „Spring snabbare” jest tak ciekawa z perspektywy trenera.

    Nie opisuje bowiem tylko gotowego systemu współczesnego długodystansowca. Almgren pokazuje proces dochodzenia do tego systemu: zmianę dystansów, kontuzje, błędy, zwiększanie objętości, rozwój treningu progowego, wykorzystanie pomiaru mleczanu oraz stopniowe odejście od podejścia, w którym każdy mocny trening musi być wykonany bardzo mocno.

    W książce znajdziemy przykłady treningów zawodnika biegającego nawet około 200 kilometrów tygodniowo, double threshold, pomiary mleczanu czy sesje takie jak 12 × 1000 m. Nie oznacza to jednak, że biegacz amator powinien zacząć je kopiować.

    Wręcz przeciwnie.

    Największą wartością tej publikacji jest według mnie zrozumienie logiki stojącej za treningiem Almgrena.

    Co zatem możemy z niej wykorzystać w treningu amatorskim?

    Najpierw regularność, później intensywność

    Jednym z podstawowych przekazów Almgrena jest bardzo prosta zasada:

    najpierw trzeba nauczyć organizm trenować regularnie.

    Dopiero potem warto zwiększać objętość, liczbę mocnych jednostek czy stopień ich zaawansowania.

    To podejście szczególnie dobrze pasuje do biegaczy amatorów. Często widzę sytuację, w której ktoś biega trzy razy w tygodniu, ale od razu chce wykonywać interwały, tempo progowe, podbiegi i długi bieg.

    Problem polega na tym, że organizm nie adaptuje się do tego, co mamy zapisane w planie.

    Adaptuje się do tego, co jesteśmy w stanie regularnie wykonać i z czego później się zregenerować.

    Almgren bardzo wyraźnie podkreśla również, że punktem wyjścia powinien być rzeczywisty poziom treningu z ostatnich tygodni, a nie kilometraż, który chcielibyśmy osiągnąć za kilka miesięcy.

    Jeżeli biegasz 30 kilometrów tygodniowo, nie jesteś jeszcze zawodnikiem biegającym 60 kilometrów, nawet jeśli od poniedziałku taki plan pojawił się w aplikacji.

    Spokojne bieganie naprawdę powinno być spokojne

    Kolejny temat jest pozornie banalny, ale dla wielu amatorów właśnie tutaj znajduje się duża rezerwa.

    Nie każdy trening musi być testem aktualnej formy.

    Nie trzeba na każdym spokojnym biegu poprawiać średniego tempa. Nie trzeba sprawdzać, czy przy tym samym tętnie pobiegniemy dzisiaj o kilka sekund szybciej.

    Almgren zwraca uwagę na wyraźne rozdzielenie funkcji treningów.

    Jeżeli trening ma być łatwy, powinien pozwolić organizmowi:

    • odbudować się,
    • zwiększać objętość,
    • rozwijać metabolizm tlenowy,
    • przygotować się do kolejnej jakościowej jednostki.

    W książce pojawia się nawet przykład biegacza wykonującego spokojne treningi około 5:20/km i mocniejsze około 5:00/km. Różnica pomiędzy nimi jest tak mała, że oba treningi zaczynają trafiać w podobny, umiarkowanie ciężki zakres.

    Almgren pokazuje, że znacznie rozsądniejsze może być np. bieganie easy po 5:40/km i dzięki temu wykonywanie jakościowej pracy około 4:45/km. Nie chodzi oczywiście o konkretne wartości, ale o zasadę: easy ma umożliwiać dobrą realizację hard.

    Trening progowy jako fundament

    Najciekawsza część systemu Almgrena dotyczy bez wątpienia treningu progowego.

    W ostatnich latach dużo mówi się o tzw. norweskim modelu treningowym, double threshold czy kontroli mleczanu. Łatwo jednak sprowadzić cały temat do hasła:

    „Norwegowie biegają dwa progi dziennie”.

    To zbyt duże uproszczenie.

    Sednem tego sposobu treningu jest coś innego:

    wykonanie możliwie dużej ilości jakościowej pracy przy kontrolowanym koszcie zmęczenia.

    Almgren bardzo mocno podkreśla, że niewielkie przekroczenie optymalnej intensywności może tylko nieznacznie zwiększyć bodziec, a jednocześnie bardzo mocno zwiększyć koszt regeneracyjny.

    Dlatego lepiej wykonać trening trochę spokojniej i być gotowym na kolejną jednostkę dwa dni później niż zrobić jeden „kosmiczny” trening i przez kolejne cztery dni dochodzić do siebie.

    To jest jedna z najważniejszych rzeczy, które amator może przenieść do własnego planu.

    LT1, LT2 i dlaczego 4 mmol nie jest magiczną liczbą

    Almgren omawia również pomiar mleczanu i dwa progi metaboliczne: LT1 i LT2.

    I tutaj dochodzimy do tematu, który często poruszam przy testach wydolnościowych.

    Nie istnieje jedna wartość mleczanu, która u każdego zawodnika oznacza dokładnie to samo.

    2 mmol/l nie musi automatycznie oznaczać LT1.

    4 mmol/l nie musi automatycznie oznaczać LT2.

    Dużo ważniejszy jest przebieg całej krzywej mleczanowej w połączeniu z:

    • prędkością,
    • tętnem,
    • odczuciem wysiłku,
    • zachowaniem kolejnych stopni testu.

    Almgren opisuje nawet wykorzystanie wartości około 1,5 mmol/l przy ocenie dolnego zakresu treningu progowego.

    To dobrze pokazuje, dlaczego dwóch zawodników o podobnym HRmax i podobnym wyniku na 10 km może mieć zupełnie inne progi.

    Tempo odcinka nie definiuje treningu

    To moim zdaniem jedna z najważniejszych praktycznych lekcji tej książki.

    Zawodnik może biec odcinki szybciej niż jego ciągłe tempo progowe, a mimo to cała jednostka może nadal mieć charakter progowy.

    Dlaczego?

    Ponieważ liczy się nie tylko prędkość.

    Liczą się jednocześnie:

    • długość odcinka,
    • długość przerwy,
    • liczba powtórzeń,
    • całkowity czas pracy,
    • odpowiedź mleczanowa,
    • sposób narastania zmęczenia.

    Almgren podaje bardzo dobry przykład ze swoich przygotowań do półmaratonu.

    Wykonał trening:

    12 × 1000 m w średnim tempie około 2:43/km.

    Później półmaraton w Walencji pobiegł w 58:42, czyli około 2:47/km.

    Tysiące były więc szybsze od jego tempa półmaratońskiego, ale dzięki krótkim przerwom i kontrolowanej odpowiedzi fizjologicznej sesja nadal pozostawała treningiem progowym, a nie maksymalnym treningiem VO₂max.

    Dlatego oceniając trening nie wystarczy spojrzeć na średnie tempo.

    Przerwa jest takim samym narzędziem jak tempo

    Almgren pokazuje to na dwóch prostych przykładach.

    Pierwszy trening:

    25 × 400 m / 30 sekund przerwy.

    Drugi:

    20 × 400 m / 1 minuta przerwy.

    W pierwszym przypadku uzyskujemy, aż 10 kilometrów pracy przy bardzo krótkim odpoczynku.

    W drugim całkowita objętość wynosi 8 kilometrów, ale dzięki dłuższej przerwie można pobiec znacznie szybciej.

    Zmieniając tylko czas odpoczynku, możemy więc przesunąć jednostkę w stronę innego celu treningowego.

    To ważne także dla amatora.

    Nie zawsze trzeba przyspieszać.

    Czasami znacznie lepszym sposobem progresji jest:

    • skrócenie przerwy,
    • wydłużenie pojedynczego odcinka,
    • dodanie jednego powtórzenia,
    • zwiększenie całkowitego czasu pracy.

    A co z double threshold?

    Almgren wykorzystuje dwa treningi progowe jednego dnia.

    Przykładowo rano może wykonać dłuższe odcinki bliżej LT1, np.:

    6 × 6 minut,

    a wieczorem krótsze odcinki bliżej LT2.

    Ale tutaj trzeba powiedzieć bardzo wyraźnie:

    double threshold nie jest rozwiązaniem dla przeciętnego biegacza amatora.

    Nie dlatego, że metoda jest zła.

    Dlatego, że jest końcowym efektem wielu lat budowania:

    • ogromnej objętości,
    • tolerancji mechanicznej,
    • zdolności regeneracyjnych,
    • możliwości żywienia i odpoczynku pomiędzy sesjami.

    Dla zawodnika biegającego 40–60 km tygodniowo dużo większy sens ma wykonanie jednego dobrego treningu progowego i spokojne przygotowanie się do kolejnej jakościowej sesji.

    Double threshold jest narzędziem.

    Nie jest celem treningu.

    VO₂max – ważne, ale to nie wszystko

    Almgren opisuje również własny rozwój VO₂max.

    W latach 2013–2015 jego wynik zwiększył się mniej więcej z 66 do 78,3 ml/kg/min.

    Jednocześnie bardzo wyraźnie pokazuje, że wysoki VO₂max nie oznacza automatycznie najwyższego poziomu sportowego.

    Na wynik wpływają także:

    • ekonomia biegu,
    • próg,
    • wykorzystanie wysokiego procentu VO₂max,
    • zdolność mięśni do generowania i przenoszenia siły,
    • odporność na zmęczenie,
    • specyfika dystansu.

    Dlatego również tutaj nie powinniśmy popełniać błędu polegającego na sprowadzaniu biegacza do jednej liczby z zegarka.

    Do rozwijania VO₂max Almgren wykorzystuje m.in.:

    4–5 × 4 minuty / 2 minuty odpoczynku

    czy treningi typu:

    2–3 serie po 10 × 30 sekund szybko / 30 sekund lekko.

    Wykorzystuje także podbiegi, które pozwalają mocno obciążyć układ krążeniowo-oddechowy bez rozwijania tak dużej prędkości jak na płaskim.

    Najpierw rozwijaj możliwości, później naucz się ich używać

    To prowadzi nas do kolejnego bardzo ważnego pojęcia:

    specyfiki treningowej.

    Dobry trening nie musi być specyficzny.

    12 × 1000 m progowo może być doskonałą jednostką rozwijającą wydolność, ale nie musi najlepiej przygotowywać do biegu na 5000 m.

    Podobnie długi bieg będzie bardzo istotnym treningiem maratończyka, ale znacznie mniej specyficznym dla zawodnika przygotowującego się do 1500 m.

    Im dalej od zawodów, tym większą rolę odgrywa rozwój ogólnych zdolności.

    Im bliżej startu, tym więcej treningu powinno przypominać wymagania konkretnego dystansu.

    Możemy więc wyobrazić sobie proces:

    baza → LT1/LT2 → VO₂max → tempo specyficzne → taper → start.

    Jak zmienia się trening przed półmaratonem?

    Przy przygotowaniu do półmaratonu Almgren bardzo mocno przesuwa akcent w stronę:

    • większej objętości progowej,
    • długich odcinków,
    • LT1 i LT2,
    • długiego biegu,
    • zdolności do utrzymywania tempa przez długi czas.

    Przed rekordowym półmaratonem wykonywał m.in.:

    4 × 10 minut rano + 25 × 400 m wieczorem

    czy innego dnia:

    6 × 6 minut rano + 12 × 1000 m wieczorem.

    Jeszcze ciekawsze były treningi specyficzne.

    Przykładowo:

    3 × 5 km

    w czasach:

    14:43
    14:25
    14:12.

    Później dochodził do:

    4 × 5 km, z około 3 minutami przerwy.

    Jedna z takich sesji wyglądała:

    14:39
    14:31
    14:26
    13:59.

    Oczywiście są to wartości zawodnika światowej klasy.

    Ale zasada jest bardzo uniwersalna:

    im bliżej półmaratonu, tym więcej pracy w długich odcinkach i intensywności możliwej do utrzymywania przez długi czas.

    Jak wygląda taper?

    Kolejny bardzo wartościowy fragment książki dotyczy budowania szczytu formy.

    Almgren nie traktuje taperu jako tygodnia odpoczynku.

    Jego podstawowa zasada brzmi:

    zmniejszamy przede wszystkim objętość, ale utrzymujemy intensywność i specyfikę.

    Celem nie jest wejście na start całkowicie „uśpionym”.

    Zawodnik ma być:

    wypoczęty, ale nadal szybki.

    W miarę zbliżania się startu ograniczana jest liczba kilometrów oraz objętość jednostek, np.:

    6 × 6 minut może zostać skrócone do 5 × 6 minut,

    12 km easy do 10, a później 8 km.

    Ale szybkie fragmenty nadal pozostają.

    Ostatnie 10 dni nie służy budowaniu formy

    To ważny fragment dla amatorów.

    Bardzo często 5–7 dni przed zawodami pojawia się pokusa:

    „Sprawdzę, czy jestem gotowy”.

    I zawodnik wykonuje praktycznie maksymalny test na kilka dni przed startem.

    Almgren pokazuje, że w tym momencie niewiele można już zbudować.

    Można za to bardzo dużo zepsuć.

    Adaptacja po ciężkiej jednostce nie pojawi się natychmiast, natomiast zmęczenie może zostać na zawody.

    Dlatego ostatnie dni mają odsłonić formę, która została zbudowana wcześniej.

    Świetny przykład: trening, który Almgren przerwał

    17 dni przed ważnym startem na 5000 m planował:

    3 × 2000 m / 3 minuty przerwy w tempie 5000 m.

    Pierwszy odcinek wykonał prawidłowo.

    Podczas drugiego poczuł jednak, że organizm nie reaguje tak, jak powinien.

    I przerwał trening.

    Nie ratował jednostki.

    Nie próbował zrealizować planu za wszelką cenę.

    Zmodyfikował kolejne dni.

    To być może najważniejsza lekcja tej książki:

    dobry plan treningowy nie polega na wykonaniu 100% zapisanych treningów. Dobry plan pozwala podejmować właściwe decyzje wtedy, kiedy sytuacja odbiega od założeń.

    Poniższy blok to już nie jest streszczenie książki tylko moja interpretacja założeń treningowych Almgrena przeniesiona na zawodników o niższym poziomie sportowym (wybrałem osoby biegające 40, 60 lub 80km tygodniowo).


    Jak przełożyć system Almgrena na amatora?

    I tutaj dochodzimy do najważniejszego pytania.

    Czy biegacz robiący 40, 60 albo 80 kilometrów tygodniowo powinien trenować jak Almgren?

    Nie.

    Ale może wykorzystać jego sposób myślenia.

    Około 40 km tygodniowo

    Najczęściej wystarczy:

    • 1 trening jakościowy,
    • 1 długi bieg,
    • pozostałe treningi spokojne.

    Przykładowa jednostka progowa:

    4 × 6 min → 5 × 6 min → 3 × 10 min.

    Okresowo zamiast progu:

    4–5 × 4 min VO₂max.

    Nie widzę tutaj potrzeby double threshold.

    Około 60 km tygodniowo

    Można już rozdzielić dwa bodźce:

    1. próg LT1/LT2

    oraz

    2. VO₂max albo drugi kontrolowany trening jakościowy.

    Do tego spokojny długi bieg.

    Przykładowa progresja progu:

    5 × 6 min → 4 × 8 min → 3 × 10 min → 2 × 15 min.

    Około 80 km tygodniowo

    Tutaj można jeszcze bardziej zwiększyć ilość pracy progowej.

    Przykładowo:

    6 × 6 min,

    4 × 10 min,

    8–10 × 1000 m.

    Drugi trening jakościowy może być zależnie od okresu:

    • LT1,
    • VO₂max,
    • podbiegiem,
    • treningiem specyficznym.

    U bardzo doświadczonego zawodnika można okazjonalnie eksperymentować z podzieleniem większej objętości progu na rano i wieczór.

    Ale nadal nie musi to oznaczać regularnego double threshold.

    Najważniejsza zasada przy zwiększaniu kilometrażu

    Przy przechodzeniu:

    40 → 60 → 80 km

    nie powinniśmy proporcjonalnie zwiększać liczby ciężkich treningów.

    Większość dodatkowych kilometrów powinna pojawić się w postaci spokojnego biegania.

    To właśnie ono zwiększa:

    • bazę tlenową,
    • tolerancję mechaniczną,
    • odporność na zmęczenie,
    • możliwość lepszego wykonywania sesji jakościowych.

    Jeśli przy 40 kilometrach mamy jeden mocny trening tygodniowo, przejście do 80 kilometrów nie oznacza automatycznie czterech mocnych treningów.

    Celem jest zbudowanie większego organizmu treningowego, który potrafi lepiej wykorzystać kilka precyzyjnie dobranych bodźców.


    Co warto zapamiętać z książki Almgrena?

    Gdybym miał sprowadzić cały system do kilku zasad, wyglądałoby to tak:

    Najpierw regularność.

    Potem objętość.

    Następnie LT1 i LT2.

    Dopiero później większa ilość VO₂max i specyficznego treningu.

    Im bliżej zawodów, tym trening powinien być mniej przypadkowy, a bardziej odpowiadać wymaganiom konkretnego dystansu.

    A przed samym startem:

    zmniejszamy zmęczenie, nie usuwając całkowicie intensywności.

    I jeszcze jedna rzecz.

    Nie maksymalizuj pojedynczego treningu.

    Maksymalizuj liczbę dobrych tygodni treningowych, które jesteś w stanie wykonać jeden po drugim.

    To chyba najważniejszy przekaz, jaki można zabrać z tej książki do treningu zarówno zawodowca, jak i biegacza amatora.


    Opracował: Trener Krzysztof Janik – RunningPerformance.pl

    Artykuł przygotowany na podstawie książki: Andreas Almgren, „Spring snabbare„, Mondial, 2026. Przykłady treningowe zawodnika elity zostały przedstawione w celu zilustrowania zasad treningowych i nie powinny być kopiowane bezpośrednio do planu biegacza amatora.

  • Fenomen japońskich biegaczy: dlaczego Japonia produkuje tak wielu mocnych biegaczy!?

    Jeszcze kilkanaście lat temu w biegach długich dominowała prosta narracja: Afryka Wschodnia ma talenty i wysokość, Europa ma tradycję i naukę treningu, a USA ma zaplecze uniwersyteckie. Tymczasem w ostatnich latach Japonia coraz częściej staje się krajem, o którym trenerzy wytrzymałościowi mówią: „to najbardziej niedoceniony system biegania na świecie”.

    Nie chodzi wyłącznie o jednostkowe gwiazdy. Fenomen Japonii polega na czymś znacznie trudniejszym do osiągnięcia: masowej głębi.

    W Japonii:

    -setki zawodników co roku biega półmaraton w okolicach 63–69 minut,

    -dziesiątki biega maraton 2:07–2:12,

    -a w wielu imprezach poziom jest tak wysoki, że wynik 66:00 w półmaratonie potrafi oznaczać miejsce daleko poza pierwszą setką.

    Jednym z najbardziej znanych przykładów tej „głębi” była edycja Ageo City Half Marathon, w której ogromna liczba biegaczy złamała 65 minut — wynik nieosiągalny w takiej skali w większości krajów.

    Jednocześnie Japonia ma też biegaczy z absolutnej światowej półki, jak Suguru Ōsako (2:05:29), co pokazuje, że system nie tylko produkuje szeroką bazę, ale też potrafi wypchnąć jednostki na topowy poziom.

    W tym artykule:

    1. Pokażę z czego wynikają te rezultaty,
    2. Rozłożę na czynniki pierwsze logikę japońskiego treningu,
    3. A na końcu dostaniesz 6 pełnych, tygodniowych mikrocykli w formie tabel (rano / popołudnie / dystans / tempo), inspirowanych realnym funkcjonowaniem:
      • Josai University (Hakone),
      • Tokai University,
      • Waseda University,
      • Toyota Boshoku (team korporacyjny),
      • przykładowy log biegacza (styl JRN),
      • oraz „model korporacyjny” (ogólny schemat jitsugyodan).

    Co stoi za japońską przewagą? 7 kluczowych czynników

    1) Ekiden: rywalizacja, która wymusza jakość

    W większości krajów biegacz długodystansowy rozwija się głównie przez:

    -stadion,

    -cross,

    -półmaraton/maraton.

    W Japonii jest jeszcze jeden, gigantyczny filar: ekiden (sztafety uliczne). To zjawisko społeczne, medialne i sportowe jednocześnie.

    Ekiden działa jak system selekcji:

    -jest bardzo prestiżowy,

    -ma ogromną oglądalność,

    -jest mocno wspierany przez uczelnie i firmy,

    -a zawodnik rywalizuje nie tylko z innymi, ale też o miejsce w składzie.

    W praktyce: jeśli masz w drużynie 20 dobrych zawodników, a w składzie startuje 10, to codzienny trening jest naturalnie podkręcony.


    2) System „szkoła → uczelnia → firma”

    To klucz do masowości. Japonia ma unikalny pipeline:

    -mocne szkoły średnie,

    -mocne drużyny uniwersyteckie (Hakone),

    -i profesjonalne zespoły firmowe (jitsugyodan).

    W Europie i USA wiele talentów „wypada” po studiach.
    W Japonii przeciwnie: po uczelni wchodzi się w strukturę firmową, która daje:

    -pensję,

    -sztab,

    -fizjo,

    -obozy,

    -i regularne starty.


    3) Wysoka objętość jako norma, nie wyjątek

    Jednym z najważniejszych elementów jest kilometraż.

    W japońskich drużynach:

    -160–220 km/tydzień u mężczyzn nie jest „kosmosem”,

    -a w obozach (gasshuku) objętość potrafi być jeszcze wyższa.

    Ale najważniejsze jest to, że kilometraż jest robiony:

    -konsekwentnie,

    -przez lata,

    -w grupie,

    -przy wysokiej kulturze regeneracji.


    4) Trening „dwa razy dziennie” jako standard

    W systemie zachodnim dwa treningi dziennie to zwykle domena elity.
    W Japonii to często norma w sezonie przygotowawczym.

    To robi dwie rzeczy:

    -pozwala podnieść objętość bez jednorazowych długich sesji,

    -utrzymuje codzienny rytm adaptacji.


    5) Bardzo silny próg i długie odcinki w tempie startowym

    Japończycy kochają:

    -długie tempa,

    -biegi progresywne,

    -długie odcinki w tempie HM / M.

    To daje:

    -odporność na zmęczenie,

    -wysoką stabilność tempa,

    -świetne „trzymanie formy” w maratonie.


    6) Gasshuku: obóz jako narzędzie budowania formy

    Gasshuku to nie jest „wyjazd regeneracyjny”.
    To:

    • intensywna praca,
    • często 10–21 dni,
    • dwa treningi dziennie,
    • prosta dieta,
    • sen i rutyna.

    Josai University ma bardzo dobrze opisany model takich obozów w kontekście przygotowań do Hakone Ekiden.


    7) Mental: dyscyplina, powtarzalność, tolerancja na monotonię

    To temat, który trenerzy często pomijają, a w Japonii jest fundamentalny.

    Bieganie długie w Japonii jest:

    • „pracą”,
    • rytuałem,
    • i elementem tożsamości drużyny.

    W efekcie wielu zawodników jest w stanie przez lata robić:

    • powtarzalne tygodnie,
    • wysoką objętość,
    • i stałe akcenty,
      bez szukania ciągłej nowości.

    6 pełnych tygodni treningowych różnych grup w Japonii

    Legenda intensywności

    • E (easy): 4:20–5:00/km (zależnie od poziomu)
    • M (marathon pace): ~2:10–2:20 maraton (dla elity) / u amatora proporcjonalnie
    • T (threshold): próg mleczanowy, tempo HM/10K+ (zwykle 3:00–3:20/km u elity)
    • I (interval): 3k–5k pace
    • Strides: 6–10 × 100 m luźno-szybko

    Uwaga: w japońskich drużynach tempa są bardzo „sportowe”. Jeśli chcesz adaptować to do siebie — obniż intensywność, a zachowaj strukturę.


    PLAN 1 — Josai University

    Inspiracja: opis obozu i przygotowań do Hakone Ekiden.

    DzieńRanoPopołudnieDystans / tempo
    Poniedziałek16 km E + 8×100 m10 km E26 km, spokojnie
    Wtorek20 km E (ostatnie 5 km szybciej)12 km E32 km, progresja
    ŚrodaPoint training: 6×2000 m @ T (p. 2’)10 km E34–38 km łącznie
    Czwartek18 km E14 km E + core32 km, regeneracyjnie
    Piątek14 km E + strides16 km E30 km
    Sobota30–36 km long run (E→M)6–8 km bardzo lekko38–44 km
    Niedziela18 km Ewolne / mobilność18 km

    Cechy planu:

    • gigantyczna objętość,
    • jeden bardzo mocny akcent środowy,
    • sobota jako długi bieg pod Hakone/maraton,
    • dwie sesje dziennie prawie zawsze.

    PLAN 2 — Tokai University

    Inspiracja: opis struktury treningu Tokai pod Hakone.

    DzieńRanoPopołudnieDystans / tempo
    Poniedziałek14 km E10 km E + drills24 km
    Wtorek10 km E12–16 km T (ciągły)24–28 km
    Środa18 km E12 km E30 km
    Czwartek12 km E10×1000 m @ I (p. 2’)26–30 km
    Piątek16 km E10 km E26 km
    Sobota28–32 km (steady, E→M)6 km recovery34–38 km
    Niedziela20 km Ewolne20 km

    Cechy planu:

    • 2 główne akcenty: tempo + interwały,
    • bardzo duża stabilność,
    • długi bieg steady zamiast „mega-long run”.

    PLAN 3 — Waseda University (model: środa = „point training”)

    Inspiracja: opis treningu i filozofii drużyny w materiałach uczelnianych.

    DzieńRanoPopołudnieDystans / tempo
    Poniedziałek12 km E8 km E + mobilność20 km
    Wtorek18 km E + strides8×1200 m @ I28–32 km
    Środa16 km EPoint training: 3×5000 m @ T (p. 4’)36–40 km
    Czwartek14 km E10 km E24 km
    Piątek18 km E12 km E + core30 km
    Sobota25 km steady (E→M)8 km recovery33 km
    Niedziela30 km long run Ewolne30 km

    Cechy planu:

    • bardzo mocny środek tygodnia (3×5 km),
    • długi bieg w niedzielę,
    • objętość wysoka, ale z wyraźną strukturą.

    PLAN 4 — Toyota Boshoku (team korporacyjny — półmaraton/maraton)

    Inspiracja: model funkcjonowania teamu firmowego + typowa struktura jitsugyodan.

    DzieńRanoPopołudnieDystans / tempo
    Poniedziałek16 km E10 km E26 km
    Wtorek20 km steady12×1000 m @ I34–38 km
    Środa14 km E14 km E + siła ogólna28 km
    Czwartek18 km E20 km @ M (ciągły)38 km
    Piątek16 km E10 km E26 km
    Sobota32–38 km long run (E→M)6–8 km recovery40–46 km
    Niedziela20 km Ewolne20 km

    Cechy planu:

    • bardzo maratońska specyfika (20 km w tempie M),
    • dwa mocne dni jakościowe (wt + czw),
    • bardzo długi long run.

    PLAN 5 — „Log biegacza” (styl: Japan Running News)

    Inspiracja: typowe tygodnie wynikające z opisów logów treningowych.

    DzieńRanoPopołudnieDystans / tempo
    Poniedziałek12 km E10 km E22 km
    Wtorek16 km E5 km + 5 km @ T (p. 4’)28–30 km
    Środa20 km E8 km recovery28 km
    Czwartek14 km E6×1600 m @ I30–34 km
    Piątek16 km E10 km E26 km
    Sobota28 km steady6 km recovery34 km
    Niedziela34 km long run Ewolne34 km

    Cechy planu:

    • bardzo klasyczny układ: 2 akcenty + 1 long run,
    • ogromna ilość „easy km”,
    • tempa często w formie bloków (5+5 km).

    PLAN 6 — Ogólny schemat „jitsugyodan” (model korporacyjny)

    To jest „uśredniony” tydzień, który bardzo często widzisz w praktyce w japońskich zespołach firmowych:

    • 2 treningi dziennie,
    • środa lub czwartek jako „point training”,
    • weekend = long run + tempo.
    DzieńRanoPopołudnieDystans / tempo
    Poniedziałek14 km E10 km E + drills24 km
    Wtorek18 km E10×1000 m @ I30–34 km
    Środa16 km E12 km E28 km
    Czwartek16 km E16 km @ T (ciągły)34 km
    Piątek14 km E10 km E + core24 km
    Sobota35 km long run (E→M)6 km recovery41 km
    Niedziela22 km Ewolne22 km

    Cechy planu:

    • maksymalnie „maraton-ready”,
    • bardzo prosta struktura,
    • potężny long run jako główny bodziec.

    Co te 6 tygodni mówi nam o japońskim treningu?

    1) Japończycy budują wynik przez „odporność”, nie przez fajerwerki

    W żadnym z tych planów nie ma:

    • ogromnej liczby krótkich sprintów,
    • ekstremalnej siły,
    • dużej zmienności.

    Jest natomiast:

    • monotonia,
    • objętość,
    • i konsekwencja.

    2) Klucz: próg i długie odcinki w tempie docelowym

    W planach widać, że intensywność jest głównie:

    • progowa,
    • maratońska,
    • oraz interwałowa na długich odcinkach (1000–2000–5000 m).

    To jest dokładnie to, co buduje:

    • ekonomię biegu,
    • tolerancję zmęczenia,
    • i „trzymanie tempa” w maratonie.

    3) Long run w Japonii jest często „steady” lub progresywny

    W wielu krajach long run to po prostu „długo i wolno”.
    W Japonii long run często kończy się:

    • steady,
    • w tempie maratońskim,
    • albo progresją.

    To jest bardzo specyficzny bodziec maratoński.


    4) Dwie sesje dziennie = objętość bez rozbijania organizmu jednym treningiem

    Z perspektywy fizjologii to logiczne:

    • lepiej zrobić 18 km rano + 12 km wieczorem,
      niż 30 km jednorazowo (dla większości tygodni).

    To pozwala:

    • podnosić objętość,
    • utrzymywać jakość,
    • i ograniczać urazy.

    5) Ekiden zmienia priorytety: tempo HM/10K jest kluczowe

    Ekiden to zwykle odcinki 5–23 km.
    Dlatego Japończycy rozwijają się w tempach:

    • 10 km,
    • półmaraton,
    • maraton.

    To daje transfer prędkości do maratonu.


    Zakończenie: dlaczego Japonia będzie dalej rosnąć w sile?

    Japońskie wyniki w półmaratonie i maratonie nie są „modą” ani przypadkiem.

    To efekt systemu, który ma trzy przewagi nad większością świata:

    1. Ogromna baza zawodników — tysiące trenują w strukturach szkolnych i uczelnianych, a najlepsi trafiają do teamów firmowych.
    2. Stały, masowy kilometraż — konsekwencja i rutyna, które przez lata budują wytrzymałość tlenową.
    3. Kultura rywalizacji drużynowej — ekiden wymusza jakość i selekcję.

    I co najważniejsze: Japonia produkuje wyniki nie tylko przez jednego supertalenta, ale przez system, który daje wysoką formę wielu zawodnikom naraz.

    Jeśli trener lub zawodnik z Europy chce się czegoś nauczyć od Japonii, to nie jest to tajemnicza jednostka treningowa.

    To raczej filozofia:

    • rób dużo,
    • rób regularnie,
    • biegaj w grupie,
    • buduj próg i długą wytrzymałość,
    • traktuj formę maratońską jak projekt wieloletni.

    Źródła

    1. Japan Running News – Training for Hakone Ekiden with Josai University
      Artykuł opisujący przygotowania i strukturę treningu drużyny Josai pod Hakone Ekiden, w tym logikę obozów (gasshuku) i organizację mikrocyklu.
    2. Sweat Elite – Tokai University: Training for Hakone Ekiden
      Szczegółowy opis tygodniowego schematu treningowego Tokai University (m.in. „point training”, długie biegi, tempa i praca w grupie).
    3. Waseda University (Weekly / Feature) – materiał o drużynie biegowej Waseda
      Tekst uczelniany opisujący filozofię i strukturę pracy drużyny długodystansowej, przygotowania oraz organizację treningu.
    4. Toyota Boshoku (oficjalna strona firmy) – sekcja Sports
      Oficjalne źródło potwierdzające funkcjonowanie zespołu sportowego w strukturze korporacyjnej (model jitsugyodan) – kluczowy element japońskiego systemu biegania.
    5. Japan Running News – wpisy i relacje treningowe (logi, przykładowe sesje)
    6. Running Magazine – Is this half marathon the fastest in the world?
      Artykuł opisujący skalę wyników w Ageo City Half Marathon i głębię japońskich rezultatów na poziomie sub-65 minut.
    7. Japan Running News – zestawienia i kontekst najlepszych wyników maratońskich w Japonii
    8. Wikipedia – List of Japanese records in athletics
    9. Reuters – relacje sportowe dotyczące Tokyo Marathon

    PRZECYTAJ TAKŻE:

  • Trening interwałowy dla biegaczy – zasady, korzyści i najczęstsze błędy

    Interwały mają opinię treningu bardzo wymagającego — takiego, po którym trzeba zejść z bieżni na miękkich nogach. Tymczasem dobrze zaplanowany trening interwałowy nie polega na bieganiu każdego odcinka „na maksa”. Jego istotą jest naprzemienne wykonywanie szybszych fragmentów oraz przerw pozwalających częściowo odzyskać siły. Dzięki temu możemy spędzić więcej czasu na intensywności, której nie bylibyśmy w stanie utrzymać podczas jednego ciągłego biegu.

    Odpowiednio dobrane interwały pomagają rozwijać szybkość, wydolność tlenową, tolerancję wysiłku i ekonomię biegu. Mogą przygotowywać do poprawy wyniku na 5 lub 10 km, ale także wspierać trening półmaratończyka czy maratończyka. Nie są jednak zarezerwowane wyłącznie dla zaawansowanych zawodników. Z tej metody mogą korzystać również początkujący — pod warunkiem że intensywność, długość odcinków i czas odpoczynku zostaną dopasowane do ich aktualnych możliwości.

    W tym artykule wyjaśnię, czym właściwie są interwały biegowe, dlaczego warto je stosować oraz jak wykonywać je skutecznie i bezpiecznie. Pokażę również przykładowe treningi dla osób na różnych poziomach zaawansowania i omówię błędy, przez które interwały zamiast rozwijać formę, stają się jedynie niepotrzebnie wyczerpującym wysiłkiem.

    Interwały biegowe: jak biegać i dlaczego warto?

    Interwały mają opinię treningu bardzo wymagającego — takiego, po którym trzeba zejść z bieżni na miękkich nogach. Tymczasem dobrze zaplanowany trening interwałowy nie polega na bieganiu każdego odcinka „na maksa”. Jego istotą jest naprzemienne wykonywanie szybszych fragmentów oraz przerw pozwalających częściowo odzyskać siły. Dzięki temu możemy spędzić więcej czasu na intensywności, której nie bylibyśmy w stanie utrzymać podczas jednego ciągłego biegu.

    Odpowiednio dobrane interwały pomagają rozwijać szybkość, wydolność tlenową, tolerancję wysiłku oraz zdolność utrzymywania wysokiego tempa. Mogą przygotowywać do poprawy wyniku na 5 lub 10 km, ale także wspierać trening półmaratończyka czy maratończyka.

    Nie są jednak zarezerwowane wyłącznie dla zaawansowanych zawodników. Z tej metody mogą korzystać również początkujący — pod warunkiem że intensywność, długość odcinków i czas odpoczynku zostaną dopasowane do ich aktualnych możliwości.

    W tym artykule wyjaśnię, czym są interwały biegowe, dlaczego warto je stosować oraz jak wykonywać je skutecznie i bezpiecznie.

    Czym są interwały biegowe?

    Trening interwałowy polega na powtarzaniu odcinków o wyższej intensywności, rozdzielonych przerwami wykonywanymi w truchcie, marszu lub — rzadziej — w pełnym odpoczynku.

    Najprostszy przykład:

    • 1 minuta szybszego biegu,
    • 2 minuty spokojnego truchtu,
    • powtórzenie takiego schematu 6–8 razy.

    Przerwa nie zawsze ma doprowadzić do pełnego wypoczynku. Najczęściej pozwala jedynie częściowo obniżyć zmęczenie, aby kolejny szybki odcinek można było wykonać z zachowaniem właściwego tempa i techniki.

    Interwały mogą mieć bardzo różną formę. Szybszy odcinek może trwać kilkanaście sekund, kilka minut albo być wyznaczony dystansem, na przykład 200, 400 lub 1000 metrów. Wszystko zależy od celu treningu.

    Czy każdy szybszy trening jest interwałem?

    Nie każdy trening interwałowy musi być wykonywany z bardzo wysoką intensywnością. Możemy stosować zarówno spokojniejsze zmiany tempa, jak i wymagające odcinki rozwijające VO₂max.

    W praktyce warto rozróżnić:

    • marszobieg — przeplatanie biegu z marszem, najczęściej stosowane przez osoby początkujące,
    • fartlek — swobodną zabawę tempem, często bez dokładnie wyznaczonego dystansu,
    • interwały tempowe — dłuższe odcinki wykonywane w kontrolowanej, wysokiej intensywności,
    • interwały VO₂max — krótsze i mocniejsze odcinki z odpowiednio dobranymi przerwami,
    • interwały sprinterskie — bardzo krótkie wysiłki wykonywane z dużą lub maksymalną intensywnością.

    Każda z tych jednostek wywołuje nieco inne adaptacje, dlatego trening powinien wynikać z konkretnego celu, a nie jedynie z chęci mocnego zmęczenia się.

    Kto powinien stosować trening interwałowy?

    Interwały mogą być wykorzystywane na każdym poziomie zaawansowania.

    Szczególnie przydają się:

    • biegaczom przygotowującym się do zawodów,
    • osobom chcącym poprawić szybkość i wydolność,
    • zawodnikom, którzy przestali robić postępy mimo regularnego biegania,
    • biegaczom potrzebującym urozmaicenia treningu,
    • osobom mającym już podstawową wytrzymałość i chcącym wprowadzić szybsze jednostki.

    Osoby z chorobami układu krążenia, niekontrolowanym nadciśnieniem, poważnymi problemami zdrowotnymi lub wracające po długiej przerwie powinny przed rozpoczęciem bardzo intensywnego treningu skonsultować się z lekarzem.

    Czy interwały są dobre dla początkujących?

    Tak, ale muszą być odpowiednio dopasowane.

    Osoba początkująca nie powinna od razu wykonywać maksymalnych sprintów ani kopiować treningu zawodnika przygotowującego się do biegu na 5 km. Pierwszą formą treningu ze zmianami intensywności może być marszobieg:

    • 30–60 sekund spokojnego biegu,
    • 1–2 minuty marszu,
    • 6–10 powtórzeń.

    Nie jest to jeszcze klasyczny, intensywny trening interwałowy. Pozwala jednak stopniowo przyzwyczaić układ ruchu i układ krążenia do biegania.

    Kolejnym etapem mogą być krótkie, szybsze odcinki wykonywane w sposób kontrolowany. Początkujący powinien kończyć każde powtórzenie z poczuciem, że byłby w stanie pobiec jeszcze trochę, zamiast od pierwszego odcinka walczyć o przetrwanie.

    Co dają interwały biegowe?

    Poprawa wydolności

    Odpowiednio zaplanowane interwały mogą zwiększać VO₂max, czyli maksymalną zdolność organizmu do pobierania i wykorzystywania tlenu. Nie każdy trening interwałowy rozwija jednak VO₂max w takim samym stopniu — znaczenie mają długość odcinków, intensywność i czas odpoczynku.

    Rozwój szybkości

    Szybsze odcinki uczą organizm biegania w tempie wyższym niż tempo codziennych spokojnych treningów. Pomagają również przygotować ciało do wymagań konkretnego dystansu startowego.

    Większa tolerancja intensywnego wysiłku

    Regularnie wykonywane interwały uczą kontrolowania oddechu, tempa i techniki w warunkach narastającego zmęczenia.

    Urozmaicenie treningu

    Zmiany tempa przełamują monotonię spokojnych biegów. Interwały można wykonywać na stadionie, ścieżce, bieżni mechanicznej, podbiegu lub odmierzać czasem.

    Duży bodziec w stosunkowo krótkim czasie

    Część główna treningu może trwać kilkanaście lub kilkadziesiąt minut. Trzeba jednak pamiętać, że pełna jednostka powinna zawierać również rozgrzewkę i spokojne zakończenie.

    Czy interwały pomagają schudnąć?

    Trening interwałowy może zwiększać wydatek energetyczny i wspierać redukcję masy ciała. Nie jest jednak magiczną metodą spalania tkanki tłuszczowej.

    Po intensywnym treningu występuje efekt EPOC, czyli zwiększone zużycie tlenu podczas powrotu organizmu do równowagi. Wiąże się to z dodatkowym wydatkiem energetycznym, ale jego wielkość jest zazwyczaj znacznie mniejsza, niż sugerują popularne hasła reklamowe.

    O redukcji masy ciała decydują przede wszystkim całkowity wydatek energetyczny, sposób odżywiania, regularność treningu oraz możliwość regeneracji. Interwały mogą być częścią takiego planu, ale nie zastąpią spokojnych biegów i właściwej diety.

    Jak prawidłowo biegać interwały?

    1. Wykonaj rozgrzewkę

    Przed szybszym treningiem wykonaj 10–20 minut spokojnego biegu. Następnie możesz dodać ćwiczenia dynamiczne, kilka skipów oraz 3–4 krótkie przebieżki.

    Dobra rozgrzewka przygotowuje układ krążenia, mięśnie i układ nerwowy do intensywniejszego wysiłku.

    2. Dobierz intensywność do celu

    Interwały nie powinny być automatycznie biegane na maksimum możliwości. Tempo musi pozwalać na wykonanie całej zaplanowanej liczby powtórzeń.

    Dobrym sygnałem jest możliwość utrzymania podobnego tempa na pierwszym i ostatnim odcinku. Jeżeli każde kolejne powtórzenie jest wyraźnie wolniejsze, prawdopodobnie początek był za szybki.

    3. Nie kontroluj krótkich interwałów wyłącznie tętnem

    Tętno reaguje na zmianę intensywności z opóźnieniem. Podczas odcinka trwającego 30–60 sekund może rosnąć jeszcze wtedy, gdy szybka część treningu już się kończy.

    W krótkich interwałach lepiej kierować się:

    • tempem,
    • odczuwalnym wysiłkiem w skali RPE,
    • jakością techniki,
    • możliwością utrzymania podobnej prędkości we wszystkich powtórzeniach.

    Tętno jest bardziej przydatne podczas dłuższych, kilkuminutowych odcinków.

    4. Dopasuj przerwę

    Zbyt krótka przerwa może sprawić, że kolejne odcinki będą coraz wolniejsze. Zbyt długa może natomiast zmienić charakter treningu.

    Początkujący mogą stosować przerwy dłuższe od szybkich odcinków. Bardziej doświadczeni biegacze często korzystają z przerw równych czasowi wysiłku albo krótszych — zależnie od celu jednostki.

    5. Zakończ trening spokojnie

    Po ostatnim odcinku wykonaj 5–15 minut spokojnego truchtu lub marszu. Pozwoli to stopniowo obniżyć intensywność i uspokoić oddech. Schłodzenie nie jest jednak gwarancją uniknięcia kontuzji.

    Najczęstsze błędy

    Zbyt szybki pierwszy odcinek

    Pierwsze powtórzenie nie powinno być sprawdzianem maksymalnej prędkości. Najlepszy trening to taki, w którym końcowe odcinki są równie dobre jak początkowe.

    Bieganie każdego treningu „na maksa”

    Interwały mają realizować określony cel, a nie prowadzić za każdym razem do całkowitego wyczerpania.

    Próba natychmiastowego osiągnięcia założonego tętna

    Przyspieszanie tylko dlatego, że zegarek pokazuje zbyt niskie tętno, może spowodować zdecydowanie za mocny początek odcinka.

    Pomijanie rozgrzewki

    Im wyższa intensywność treningu, tym ważniejsze jest stopniowe przygotowanie organizmu do szybkiego biegania.

    Zbyt częste wykonywanie interwałów

    Dla większości biegaczy amatorów jedna sesja interwałowa w tygodniu jest wystarczająca. Bardziej doświadczeni zawodnicy mogą wykonywać dwie jakościowe jednostki, jeżeli pozwalają na to ich staż, objętość treningowa i regeneracja.

    Mocnych treningów nie należy wykonywać dzień po dniu.

    Przykładowe treningi interwałowe

    Dla początkujących

    • 10 minut marszu lub spokojnego marszobiegu,
    • 6–8 × 1 minuta swobodnego biegu,
    • po każdej minucie 2 minuty marszu,
    • 5–10 minut spokojnego marszu.

    Bieg powinien być kontrolowany. Celem nie jest sprint, lecz stopniowe wydłużanie czasu biegu.

    Dla średniozaawansowanych

    • 15 minut spokojnego biegu,
    • ćwiczenia dynamiczne i 3 krótkie przebieżki,
    • 6–8 × 2 minuty szybkiego, ale kontrolowanego biegu,
    • 2 minuty spokojnego truchtu po każdym odcinku,
    • 10 minut spokojnego biegu.

    Odczuwalna intensywność szybkich odcinków: około 7–8 na 10.

    Dla zaawansowanych

    • 20 minut spokojnego biegu,
    • ćwiczenia dynamiczne i 4 przebieżki,
    • 8–12 × 400 metrów w tempie zbliżonym do aktualnego tempa biegu na 3–5 km,
    • 200 metrów spokojnego truchtu po każdym odcinku,
    • 10–15 minut spokojnego biegu.

    Tempo należy dobrać tak, aby ostatnie powtórzenia były wymagające, ale nadal wykonywane poprawnie technicznie i bez dużego spadku prędkości.

    Podsumowanie

    Trening interwałowy jest skutecznym narzędziem rozwijającym wydolność, szybkość i umiejętność utrzymywania wysokiego tempa. Nie powinien jednak oznaczać przypadkowego biegania do całkowitego zmęczenia.

    Najważniejsze jest dopasowanie długości odcinków, intensywności oraz przerw do poziomu zawodnika i celu treningowego. Początkujący mogą zacząć od marszobiegów i spokojnych zmian tempa. Bardziej doświadczeni biegacze mogą wykorzystywać interwały przygotowujące ich do wymagań konkretnego dystansu.

    W treningu interwałowym nie wygrywa osoba, która najszybciej pobiegnie pierwsze powtórzenie. Wygrywa ta, która potrafi wykonać cały zaplanowany trening równo, świadomie i z zachowaniem kontroli.

    Bibliografia

    1. Helgerud J., Høydal K., Wang E. i wsp. Aerobic High-Intensity Intervals Improve VO₂max More Than Moderate Training. Medicine & Science in Sports & Exercise. 2007;39(4):665–671. PubMed
      DOI: 10.1249/mss.0b013e3180304570
    2. Buchheit M., Laursen P.B. High-Intensity Interval Training, Solutions to the Programming Puzzle. Part I: Cardiopulmonary Emphasis. Sports Medicine. 2013;43:313–338. PubMed
      DOI: 10.1007/s40279-013-0029-x
    3. Tucker W.J., Angadi S.S., Gaesser G.A. Excess Postexercise Oxygen Consumption After High-Intensity and Sprint Interval Exercise, and Continuous Steady-State Exercise. Journal of Strength and Conditioning Research. 2016;30(11):3090–3097. PubMed
      DOI: 10.1519/JSC.0000000000001399
    4. Fradkin A.J., Zazryn T.R., Smoliga J.M. Effects of Warming-Up on Physical Performance: A Systematic Review With Meta-Analysis. Journal of Strength and Conditioning Research. 2010;24(1):140–148. PubMed
      DOI: 10.1519/JSC.0b013e3181c643a0
    5. Van Hooren B., Peake J.M. Do We Need a Cool-Down After Exercise? A Narrative Review of the Psychophysiological Effects and the Effects on Performance, Injuries and the Long-Term Adaptive Response. Sports Medicine. 2018;48(7):1575–1595. PubMed
      DOI: 10.1007/s40279-018-0916-2

    PRZECZYTAJ TAKŻE:

  • Rozciągać się czy nie? Co nauka naprawdę mówi biegaczom

    Przez lata rozciąganie było niemal obowiązkowym elementem treningu. Miało przygotowywać mięśnie do wysiłku, chronić przed kontuzjami, poprawiać krok biegowy i przyspieszać regenerację. Dziś wiemy, że sprawa jest znacznie bardziej złożona. Rozciąganie może być bardzo użytecznym narzędziem — pod warunkiem, że wiemy, po co i kiedy po nie sięgamy.

    W pracy trenerskiej regularnie słyszę dwa skrajne stanowiska. Pierwsze brzmi: „każdy biegacz musi się rozciągać”. Drugie: „rozciąganie nie działa i należy z niego całkowicie zrezygnować”. Żadne z nich nie odpowiada aktualnemu stanowi wiedzy.

    Właściwe pytanie nie brzmi bowiem: „czy rozciąganie jest dobre?”, lecz: „jaki rodzaj rozciągania, w jakim celu, w jakiej dawce i w którym momencie treningu?”. Co innego chcemy osiągnąć przed interwałami, co innego w osobnej sesji poprawiającej zakres ruchu, a jeszcze co innego po spokojnym rozbieganiu.

    Poniżej zbieram najważniejsze wnioski z aktualnych przeglądów systematycznych i metaanaliz — ze szczególnym uwzględnieniem tego, co ma praktyczne znaczenie dla biegaczy.

    Najpierw rozróżnijmy rodzaje rozciągania

    Pod nazwą „stretching” kryje się kilka różnych metod. W badaniach najczęściej analizuje się:

    • rozciąganie statyczne — utrzymanie mięśnia w wydłużonej pozycji przez określony czas;
    • rozciąganie dynamiczne — kontrolowane ruchy wykonywane w stopniowo zwiększanym zakresie;
    • PNF — techniki łączące rozciąganie z napięciem i rozluźnieniem mięśnia;
    • rozciąganie balistyczne — sprężynujące, szybkie ruchy w końcowym zakresie.

    To rozróżnienie jest kluczowe. Wyników dotyczących długiego rozciągania statycznego nie można automatycznie przenosić na dynamiczną rozgrzewkę. Podobnie efekt pojedynczej sesji nie mówi jeszcze, co stanie się po kilku tygodniach regularnej pracy.

    Co rozciąganie faktycznie robi z mięśniem?

    Najpewniejszy wniosek jest prosty: rozciąganie zwiększa zakres ruchu.

    Metaanaliza Ingrama i współpracowników objęła 189 badań i 6654 osoby. Wykazała umiarkowaną poprawę elastyczności już po pojedynczej sesji oraz dużą poprawę po regularnym treningu rozciągającym. Korzyści rosły do około 4 minut rozciągania danego mięśnia podczas jednej sesji i około 10 minut tygodniowo na grupę mięśniową. Większa objętość nie dawała już wyraźnych dodatkowych efektów [1].

    Nowsza metaanaliza z 2026 roku, obejmująca 79 badań i 3287 uczestników, również wykazała wyraźną poprawę zakresu ruchu kończyn dolnych po przewlekłym rozciąganiu statycznym. Co ciekawe, efekt nie zależał jednoznacznie od wieku, płci ani poziomu wytrenowania [2].

    W praktyce oznacza to, że rozciąganie jest skuteczne, jeśli naszym celem jest zwiększenie konkretnego, ograniczonego zakresu ruchu. Nie oznacza natomiast, że każdy biegacz potrzebuje maksymalnej elastyczności. W sporcie liczy się zakres wystarczający do swobodnego wykonania zadania, a nie bicie rekordu w skłonie.

    Warto też wyjaśnić, skąd bierze się poprawa ruchomości. Popularne określenie „wydłużanie mięśnia” jest dużym uproszczeniem. Metaanaliza 65 badań wykazała, że rozciąganie statyczne nieznacznie zmniejsza ogólną sztywność tkanek, a regularny trening zwiększa tolerancję na odczucie rozciągania. Nie potwierdzono natomiast istotnego wydłużenia pęczków włókien mięśniowych [3].

    Mówiąc prościej: po treningu możemy wejść w większy zakres nie tylko dlatego, że tkanki stają się nieco mniej sztywne, lecz również dlatego, że układ nerwowy lepiej toleruje tę pozycję. To nie jest „oszustwo” organizmu, ale normalna adaptacja. Pokazuje jednak, że rozciąganie nie przebudowuje mięśnia tak łatwo, jak czasem sugeruje język reklamowy.

    Czy rozciągać się przed bieganiem?

    Tutaj odpowiedź zależy od rodzaju treningu.

    Długie rozciąganie statyczne wykonane bezpośrednio przed wysiłkiem siłowym lub eksplozywnym może przejściowo osłabić zdolność do generowania siły. Metaanaliza obejmująca 83 badania i ponad 2000 uczestników wykazała niewielki średni spadek maksymalnej siły po statycznym rozciąganiu. Ryzyko pogorszenia rosło zwłaszcza przy dłuższym czasie utrzymywania pozycji — około 60 sekund i więcej na jeden mięsień [4].

    Nie znaczy to, że kilka krótkich pozycji statycznych „zepsuje” każdy trening. Wpływ na rzeczywiste wyniki sportowe był znacznie mniejszy niż wpływ obserwowany w izolowanych testach siły, a krótkie rozciąganie włączone w pełną, dynamiczną rozgrzewkę prawdopodobnie nie ma istotnego znaczenia praktycznego. Nadal jednak nie widzę powodu, aby przed interwałami, podbiegami, sprintem czy startem kończyć rozgrzewkę długim statycznym rozciąganiem.

    Przed szybkim bieganiem chcemy przede wszystkim podnieść temperaturę mięśni, przygotować układ nerwowy i przećwiczyć wzorzec ruchu, który za chwilę będzie potrzebny. Metaanaliza sieciowa 35 badań wykazała, że rozciąganie dynamiczne oraz połączenie krótkiego rozciągania statycznego z dynamicznym poprawiały eksplozywne możliwości kończyn dolnych, podczas gdy samo rozciąganie statyczne wypadało gorzej. Najkorzystniej prezentowało się około 7–10 minut pracy dynamicznej [5].

    Dlatego przed mocną jednostką wybieram zwykle następującą kolejność:

    1. spokojny trucht;
    2. ćwiczenia dynamiczne, na przykład wymachy, marsz z uniesieniem kolana, wykroki i krążenia w kontrolowanym zakresie;
    3. ćwiczenia techniki biegu;
    4. kilka narastających przebieżek.

    Jeżeli zawodnik ma wyraźne ograniczenie, które utrudnia mu wykonanie ćwiczenia, można zastosować krótkie rozciąganie statyczne, a następnie wrócić do ruchu dynamicznego. Nie powinno ono jednak być ostatnim i dominującym elementem rozgrzewki.

    Przed spokojnym rozbieganiem sytuacja jest jeszcze prostsza. U większości zdrowych biegaczy pierwsze 8–12 minut bardzo lekkiego biegu spełnia funkcję wystarczającej rozgrzewki. Rozciąganie przed wyjściem nie jest obowiązkiem.

    Czy większa elastyczność poprawia ekonomię biegu?

    To ważne pytanie, bo w bieganiu długodystansowym nie chodzi wyłącznie o możliwość wykonania dużego zakresu ruchu. Liczy się także sprężyste magazynowanie i oddawanie energii przez układ mięśniowo-ścięgnisty.

    W fizjologii sportu „sztywność” nie zawsze oznacza problem. Odpowiednia sztywność ścięgna Achillesa i całej kończyny może wspierać ekonomiczne wykorzystanie energii sprężystej. Dlatego „mniej sztywno” nie jest automatycznie równoznaczne z „lepiej dla biegacza”.

    Metaanaliza z 2025 roku, obejmująca 15 badań dotyczących ostrego wpływu stretchingu, nie wykazała istotnej poprawy ani pogorszenia ekonomii biegu po rozciąganiu statycznym, dynamicznym lub PNF. Autorzy znaleźli tylko dwa badania długoterminowe, więc nie da się jeszcze wiarygodnie rozstrzygnąć, czy wielotygodniowy stretching zmienia ekonomię biegu [6].

    Mój wniosek trenerski jest następujący: nie traktowałbym rozciągania jako sposobu na poprawę ekonomii biegu. Jeżeli zawodnik ma zakres ruchu wystarczający do swobodnego kroku, dalsze zwiększanie elastyczności nie musi przynieść korzyści. O ekonomii znacznie częściej decydują trening biegowy, siła, koordynacja, technika dopasowana do zawodnika i zdolność utrzymania ruchu pod narastającym zmęczeniem.

    Czy rozciąganie zapobiega kontuzjom?

    To obszar, w którym od lat powtarza się zbyt daleko idące obietnice.

    Metaanaliza z 2024 roku sugerowała niższe ryzyko urazów mięśniowych u osób stosujących rozciąganie, ale nie wykazała istotnej ochrony przed urazami ścięgien. Problem polega na tym, że analizę oparto zaledwie na czterech badaniach, a wniosek dotyczący mięśni na trzech z nich [7]. To zbyt mała baza, aby uznać rozciąganie za uniwersalną metodę profilaktyki urazów.

    Nie mamy przekonujących dowodów, że samo rozciąganie chroni biegacza przed całym spektrum typowych problemów przeciążeniowych: dolegliwościami ścięgien, bólem piszczeli, złamaniami zmęczeniowymi czy bólem rzepkowo-udowym. Są to problemy o wielu przyczynach, na które wpływają między innymi obciążenie treningowe, wcześniejsze urazy, sen, odżywianie, siła tkanek i tempo wprowadzania zmian.

    Rozciąganie może być elementem indywidualnego programu, gdy ograniczony zakres ruchu rzeczywiście wiąże się z konkretnym problemem. Nie powinno jednak pełnić funkcji polisy ubezpieczeniowej. Zrobienie kilku skłonów po treningu nie skompensuje zbyt gwałtownego zwiększenia kilometrażu ani niedostatecznej regeneracji.

    Czy warto rozciągać się po treningu?

    Jeżeli ktoś lubi spokojne rozciąganie po biegu, odczuwa po nim ulgę i nie prowokuje bólu — nie ma powodu, aby mu tego zabraniać. Trzeba tylko uczciwie nazwać cel.

    Metaanaliza 15 badań z 2025 roku nie wykazała, aby rozciąganie po wysiłku w porównaniu z brakiem rozciągania istotnie zmniejszało bolesność mięśni, przyspieszało odzyskanie siły, poprawiało sprawność, elastyczność lub próg bólu [8]. Jako narzędzie regeneracji stretching nie ma więc mocnego poparcia w badaniach.

    To oznacza, że po treningu można rozciągać się dla komfortu albo z myślą o poprawie konkretnego zakresu ruchu. Nie należy jednak obiecywać sobie, że dzięki temu znikną opóźniona bolesność mięśniowa i zmęczenie. W regeneracji znacznie większe znaczenie będą miały sen, odpowiednie odżywienie, nawodnienie i rozsądne zarządzanie obciążeniem.

    Po bardzo ciężkiej jednostce nie jest też najlepszym pomysłem agresywne dociskanie zmęczonych tkanek do skrajnego zakresu. Więcej nie znaczy lepiej.

    Czy rozciąganie może zwiększać siłę i masę mięśniową?

    To ciekawy, ale często nadinterpretowany temat.

    Metaanaliza 42 badań wykazała niewielką poprawę maksymalnej siły i hipertrofii po długotrwałym rozciąganiu statycznym. Pozytywne efekty dotyczyły jednak głównie bardzo dużych dawek: około 15 minut lub więcej na mięsień podczas sesji, co najmniej pięć razy w tygodniu i przez ponad sześć tygodni [9].

    Takie wyniki nie oznaczają, że standardowe 30 sekund rozciągania po biegu buduje mięśnie. Nie oznaczają również, że stretching jest rozsądnym zamiennikiem treningu siłowego. Dla biegacza, który chce poprawić siłę i odporność tkanek, znacznie bardziej efektywna będzie progresywna praca z oporem.

    Co ważne, trening siłowy wykonywany w pełnym, kontrolowanym zakresie sam może poprawiać ruchomość. Metaanaliza 55 badań wykazała, że zwiększał zakres ruchu, a uzyskany efekt nie różnił się istotnie od efektu samego rozciągania [10]. W praktyce prawidłowo wykonany przysiad, wykrok, wspięcie na palce czy martwy ciąg na jednej nodze mogą jednocześnie rozwijać siłę i użyteczną mobilność.

    Jak stosuję rozciąganie u biegaczy — praktyczne zalecenia

    Przed spokojnym biegiem

    • Zacznij od 8–12 minut bardzo lekkiego biegu lub marszobiegu.
    • Nie rozciągaj się tylko dlatego, że „tak trzeba”.
    • Jeśli czujesz konkretne ograniczenie, zastosuj krótko jedną lub dwie pozycje, a potem wykonaj kilka ruchów dynamicznych.

    Przed interwałami, podbiegami, sprintem lub zawodami

    • Wykonaj trucht, ćwiczenia dynamiczne i ćwiczenia techniczne.
    • Zakończ rozgrzewkę 3–5 narastającymi przebieżkami dopasowanymi do planowanej intensywności.
    • Unikaj długiego rozciągania statycznego jako ostatniego elementu przed szybkim biegiem.
    • Jeśli stosujesz pozycje statyczne, zachowaj małą objętość — łącznie poniżej około 60 sekund na dany mięsień — i przejdź później do ruchu dynamicznego.

    Po treningu

    • Rozciąganie jest opcjonalne.
    • Możesz utrzymać wygodną pozycję przez 20–40 sekund, jeśli daje Ci to poczucie rozluźnienia.
    • Nie oczekuj, że stretching sam przyspieszy regenerację albo usunie bolesność mięśniową.
    • Nie rozciągaj agresywnie bolesnej lub świeżo uszkodzonej tkanki.

    W osobnej sesji poprawiającej zakres ruchu

    • Wybierz tylko te obszary, w których zakres jest faktycznie ograniczony i ma znaczenie dla ruchu.
    • Zacznij od 2–4 minut łącznego rozciągania na wybrany mięsień podczas sesji, podzielonych na krótsze serie.
    • Wykonuj taką pracę 2–4 razy w tygodniu. Około 10 minut tygodniowo na grupę mięśniową to poziom, przy którym w największej metaanalizie obserwowano plateau korzyści.
    • Pracuj na poziomie wyraźnego ciągnięcia, ale bez ostrego bólu, drętwienia lub pieczenia.
    • Oceniaj efekt po kilku tygodniach: czy zakres rzeczywiście się poprawił i czy pomaga w treningu?

    Przykładowa sesja poprawiająca zakres ruchu u biegacza

    Poniższy zestaw traktuję jako pełną sesję przykładową, a nie obowiązkową listę dla każdego biegacza. Jeśli ograniczone są tylko dwa lub trzy obszary, lepiej pracować właśnie nad nimi niż bez potrzeby rozciągać całe ciało.

    Sesję najlepiej wykonać jako osobną jednostkę, wieczorem albo po lekkim treningu. Nie planowałbym jej bezpośrednio przed interwałami, sprintem lub zawodami. Całość zajmie około 25–30 minut.

    Zasady wykonania

    • Zacznij od 5 minut lekkiego marszu, truchtu lub jazdy na rowerze stacjonarnym.
    • Każdą pozycję pogłębiaj powoli, bez sprężynowania.
    • Utrzymuj intensywność na poziomie około 6–7 w skali od 0 do 10: rozciąganie ma być wyraźne, ale nie bolesne.
    • Oddychaj spokojnie i nie wstrzymuj powietrza.
    • Wykonaj 2 serie po 45 sekund na każdą stronę. Między seriami odpocznij lub zmień stronę przez 15–20 sekund.
    • Zakres powinien pozostać pod pełną kontrolą. Ostry ból, drętwienie, pieczenie lub promieniowanie są sygnałem do przerwania ćwiczenia.

    Zestaw ćwiczeń

    Ćwiczenie i celWykonanieNajczęstszy błądDawka
    1. Łydka przy ścianie — mięsień brzuchaty łydkiOprzyj dłonie o ścianę. Cofnij jedną nogę, ustaw stopę na wprost i dociśnij piętę do podłoża. Tylne kolano pozostaje wyprostowane. Przesuwaj ciężar ciała do przodu, aż poczujesz rozciąganie górnej części łydki.Odrywanie pięty, skręcanie stopy na zewnątrz lub zapadanie się łuku stopy.2 × 45 s na stronę
    2. Łydka z ugiętym kolanem — mięsień płaszczkowaty i zakres zgięcia grzbietowego stawu skokowegoZ podobnego ustawienia zbliż tylne kolano do ściany, nie odrywając pięty. Utrzymuj kolano nad kierunkiem drugiego–trzeciego palca stopy. Rozciąganie powinno być odczuwalne niżej, w okolicy ścięgna Achillesa i dolnej części łydki.Unoszenie pięty albo kierowanie kolana mocno do środka.2 × 45 s na stronę
    3. Klęk wykroczny — zginacze biodra i mięsień prosty udaUklęknij na jednej nodze, drugą ustaw z przodu. Lekko podwiń miednicę, napnij pośladek nogi zakrocznej i dopiero wtedy przesuń biodra kilka centymetrów do przodu. Tułów pozostaje pionowo.Wyginanie odcinka lędźwiowego i wypychanie brzucha zamiast ustawienia miednicy.2 × 45 s na stronę
    4. Unoszenie wyprostowanej nogi z paskiem — grupa kulszowo-goleniowaPołóż się na plecach. Załóż pasek lub ręcznik na śródstopie i unieś nogę. Kolano może pozostać lekko ugięte. Zatrzymaj ruch, gdy czujesz wyraźne rozciąganie tylnej części uda, ale miednica nadal leży stabilnie.Mocne przyciąganie stopy, blokowanie kolana i unoszenie miednicy lub głowy.2 × 45 s na stronę
    5. Klęk z nogą wysuniętą w bok — przywodziciele udaZ klęku podeprzyj dłonie przed sobą i wyprostuj jedną nogę w bok. Stopę ustaw całą na podłożu, palce skieruj do przodu. Powoli cofaj biodra, zachowując neutralne plecy, aż poczujesz rozciąganie wewnętrznej strony uda.Zaokrąglanie pleców, rotowanie stopy do góry albo gwałtowne cofanie bioder.2 × 45 s na stronę
    6. Pozycja „czwórki” w leżeniu — pośladek i tylna część biodraPołóż się na plecach i oprzyj kostkę jednej nogi na udzie drugiej. Przyciągnij nogę podporową do klatki piersiowej, utrzymując głowę oraz miednicę na podłożu.Dociskanie kolana ręką, skręcanie miednicy lub napinanie szyi.2 × 45 s na stronę

    Łączny czas rozciągania jednej okolicy podczas tej sesji wynosi około 90 sekund na stronę. Z przejściami między pozycjami i krótką rozgrzewką całość powinna zamknąć się w 25–30 minutach.

    Progresja na sześć tygodni

    Nie trzeba od pierwszej sesji wykonywać maksymalnej objętości. Zwykle stosuję prostą progresję:

    • tydzień 1–2: 2 serie po 30 sekund, 2 razy w tygodniu;
    • tydzień 3–4: 2 serie po 45 sekund, 2–3 razy w tygodniu;
    • tydzień 5–6: 3 serie po 45 sekund, 3 razy w tygodniu — tylko dla obszarów, które nadal są wyraźnie ograniczone.

    Po sześciu tygodniach warto ponownie sprawdzić zakres ruchu. Jeśli ograniczenie zniknęło i nie wraca, można zmniejszyć częstotliwość do jednej–dwóch krótkich sesji tygodniowo albo utrzymywać zakres poprzez trening siłowy wykonywany w pełnym, kontrolowanym ruchu.

    Najważniejszą miarą postępu nie jest to, czy potrafimy mocniej „dociągnąć” pozycję. Liczy się większy zakres wykonany bez kompensacji, spokojniejsza reakcja organizmu i realna poprawa jakości ruchu.

    Kiedy nie rozciągać się na własną rękę?

    Zachowuję szczególną ostrożność, gdy pojawia się ostry ból, obrzęk, nagła utrata siły, podejrzenie naderwania, ból kostny albo nasilające się objawy ze strony ścięgna. W takich sytuacjach agresywne rozciąganie może podrażnić tkankę, a przede wszystkim opóźnić właściwą diagnozę.

    Również przewlekłe poczucie „ciągnięcia” nie zawsze oznacza, że mięsień jest za krótki. Czasami problemem jest przeciążenie, osłabienie, nadwrażliwość układu nerwowego albo ograniczenie pochodzące z innego obszaru. Jeżeli objaw powraca, warto najpierw ustalić jego przyczynę.

    Rozciągać się czy nie? Mój werdykt

    Rozciąganie nie jest obowiązkowym rytuałem każdego biegacza, ale nie jest też bezużyteczne. To narzędzie do konkretnego zadania — przede wszystkim do poprawy zakresu ruchu.

    Jeżeli mobilność jest ograniczona i przeszkadza w prawidłowym wykonaniu ruchu, regularny stretching ma mocne uzasadnienie. Jeżeli przed Tobą szybki trening lub start, większy sens ma rozgrzewka dynamiczna, a długie pozycje statyczne lepiej zostawić na inną porę. Po biegu można rozciągać się dla komfortu, ale nie należy traktować tego jako sprawdzonego sposobu na regenerację ani ochronę przed wszystkimi urazami.

    Jako trener nie pytam więc zawodnika: „Czy się rozciągasz?”. Pytam: „Czego potrzebuje Twój ruch i jaki problem próbujemy rozwiązać?”. Dopiero wtedy dobieram narzędzie i jego dawkę.

    Bo w dobrym treningu nie chodzi o wykonywanie rytuałów. Chodzi o świadome stosowanie metod, które odpowiadają konkretnemu celowi.


    Publikacje naukowe

    1. Ingram L.A. i wsp. (2025). Optimising the Dose of Static Stretching to Improve Flexibility: A Systematic Review, Meta-analysis and Multivariate Meta-regression. Sports Medicine, 55, 597–617. DOI: 10.1007/s40279-024-02143-9
    2. Oba K. i wsp. (2026). Moderating Effects of Individual Characteristics and the Target Lower Limb Muscle Group on Flexibility Adaptations to Chronic Static Stretching in Healthy Individuals: A Systematic Review and Meta-Analysis of Randomized Controlled Trials. Sports Medicine – Open, 12, 95. DOI: 10.1186/s40798-026-01066-1
    3. Ingram L.A. i wsp. (2025). Mechanisms Underlying Range of Motion Improvements Following Acute and Chronic Static Stretching: A Systematic Review, Meta-analysis and Multivariate Meta-regression. Sports Medicine, 55, 1449–1466. DOI: 10.1007/s40279-025-02204-7
    4. Warneke K., Lohmann L.H. (2024). Revisiting the Stretch-Induced Force Deficit: A Systematic Review with Multilevel Meta-Analysis of Acute Effects. Journal of Sport and Health Science, 13(6), 805–819. Pełny tekst w PubMed Central
    5. Li F. i wsp. (2023). A Systematic Review and Net Meta-analysis of the Effects of Different Warm-up Methods on the Acute Effects of Lower Limb Explosive Strength. BMC Sports Science, Medicine and Rehabilitation, 15, 106. DOI: 10.1186/s13102-023-00703-6
    6. Warneke K. i wsp. (2025). Acute and Chronic Effects of Stretching on Running Economy: A Systematic Review with Meta-Analysis. Sports Medicine – Open, 11, 61. DOI: 10.1186/s40798-025-00859-0
    7. Takeuchi K. i wsp. (2024). Stretching Intervention Can Prevent Muscle Injuries: A Systematic Review and Meta-analysis. Sport Sciences for Health, 20, 1119–1129. DOI: 10.1007/s11332-024-01213-9
    8. Zhang P., Chen J., Xing T. (2025). Effects of Post-exercise Stretching versus No Stretching on Lower Limb Muscle Recovery and Performance: A Meta-analysis. Frontiers in Physiology, 16, 1674871. DOI: 10.3389/fphys.2025.1674871
    9. Warneke K. i wsp. (2024). Effects of Chronic Static Stretching on Maximal Strength and Muscle Hypertrophy: A Systematic Review and Meta-Analysis with Meta-Regression. Sports Medicine – Open, 10, 45. DOI: 10.1186/s40798-024-00706-8
    10. Alizadeh S. i wsp. (2023). Resistance Training Induces Improvements in Range of Motion: A Systematic Review and Meta-Analysis. Sports Medicine, 53, 707–722. DOI: 10.1007/s40279-022-01804-x
    11. Warneke K. i wsp. (2025). Practical Recommendations on Stretching Exercise: A Delphi Consensus Statement of International Research Experts. Pełny tekst w PubMed Central

    Stan piśmiennictwa: lipiec 2026 r. Tekst ma charakter edukacyjny i nie zastępuje indywidualnej diagnostyki medycznej ani fizjoterapeutycznej.

    Autor: Krzysztof Janik, trener Running Performance

    PRZECYZTAJ TAKŻE:

  • Czy każdy może zostać świetnym biegaczem?

    Kiedy zaczynamy biegać, często mamy wielkie oczekiwania. Wyobrażamy sobie szybkie postępy, coraz lepsze rekordy, ukończenie maratonu, a czasami nawet wyniki zbliżone do poziomu zawodniczego. Widzimy innych biegaczy w mediach społecznościowych, porównujemy ich rezultaty ze swoimi i zaczynamy wierzyć, że odpowiednia motywacja oraz ciężka praca muszą doprowadzić każdego do podobnego miejsca.

    Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona.

    Chociaż wszyscy jesteśmy zbudowani według podobnych zasad, różnimy się pod względem predyspozycji fizjologicznych, budowy ciała, ekonomii ruchu, odporności na zmęczenie, możliwości regeneracyjnych oraz reakcji na trening. To samo obciążenie może u jednej osoby wywołać bardzo dużą poprawę, a u innej przynieść znacznie mniejszy efekt albo prowadzić do przeciążenia.

    Nie oznacza to, że część osób „nie nadaje się” do biegania. Praktycznie każdy może poprawić swoją wydolność, sprawność, zdrowie i wyniki. Nie każdy jednak będzie w stanie osiągnąć ten sam poziom sportowy, nawet jeżeli włoży w trening podobną ilość pracy.

    Dlatego jednym z najważniejszych zadań trenera jest nie tylko zaplanowanie treningu, ale również pomoc zawodnikowi w zrozumieniu jego aktualnych możliwości. Trzeba odróżnić poziom, na którym biegacz znajduje się dzisiaj, od tempa jego rozwoju i od potencjalnego poziomu, który może osiągnąć po kilku latach systematycznej pracy.

    Nie da się tego wiarygodnie określić na podstawie jednego treningu, jednego wyniku, wartości VO₂max z zegarka ani popularnego testu genetycznego. Potrzebna jest dłuższa obserwacja obejmująca wyniki sportowe, profil fizjologiczny, tolerancję obciążeń, historię zdrowotną, regularność oraz reakcję organizmu na kolejne cykle treningowe.

    Realistyczna ocena własnych możliwości nie jest rezygnacją z ambicji. Jest sposobem na skierowanie ambicji we właściwą stronę.

    Zamiast frustrować się tym, że ktoś biega szybciej, warto skoncentrować się na pytaniach:

    Jak reaguję na trening?
    Co obecnie najbardziej ogranicza mój rozwój?
    Jakie elementy mogę poprawić?
    Czy moje cele odpowiadają mojemu aktualnemu poziomowi?
    Czy jestem gotowy pracować regularnie przez kilka kolejnych lat?

    Dojrzałe podejście do treningu nie polega na obiecywaniu sobie, że możemy osiągnąć każdy wynik. Polega na systematycznym sprawdzaniu, jak bardzo możemy rozwinąć własne możliwości.

    Od czego zależy poziom biegacza?

    W biegach długich wynik zależy przede wszystkim od współdziałania kilku elementów:

    – maksymalnej zdolności organizmu do pobierania i wykorzystywania tlenu, czyli VO₂max,
    – poziomu intensywności, który możemy długo utrzymywać bez gwałtownego narastania zmęczenia,
    – ekonomii biegu, czyli kosztu energetycznego poruszania się w określonym tempie,
    – odporności na zmęczenie podczas długotrwałego wysiłku,
    – przygotowania mięśniowego i mechanicznego,
    – historii treningowej, regeneracji, zdrowia i regularności.

    Klasyczne modele fizjologiczne wskazują, że VO₂max wyznacza pewnego rodzaju „sufit” wydolności tlenowej, natomiast próg mleczanowy i ekonomia biegu decydują, jak dużą część tej wydolności zawodnik potrafi wykorzystać oraz jakie tempo z niej uzyska. Dlatego dwie osoby z podobnym VO₂max mogą osiągać zupełnie inne wyniki.

    Genetyka ma znaczenie, ale nie wydaje wyroku

    Badania rodzin prowadzone w ramach projektu HERITAGE pokazały, że zarówno wyjściowy poziom wydolności, jak i reakcja VO₂max na trening mogą częściowo zależeć od czynników rodzinnych i genetycznych. W jednym z badań udział czynników dziedzicznych w zróżnicowaniu odpowiedzi VO₂max na ustandaryzowany trening oszacowano maksymalnie na około 47%.

    Nie oznacza to jednak, że istnieje jeden „gen biegacza” albo że na podstawie testu DNA można wiarygodnie przewidzieć przyszły wynik w maratonie.

    Osiągnięcia sportowe mają charakter wieloczynnikowy. Powstają z połączenia predyspozycji biologicznych, treningu, środowiska, zdrowia, psychiki, stylu życia i wielu lat konsekwentnej pracy. Aktualny stan wiedzy nie pozwala wykorzystywać popularnych testów genetycznych jako wiarygodnego narzędzia do wybierania talentów czy przewidywania wyników sportowych.

    Genetyka może więc wpływać na wysokość sufitu i szybkość dochodzenia do niego, ale nie mówi nam dokładnie, gdzie ten sufit się znajduje.

    Jak naprawdę ocenić poziom zawodnika?

    Poziomu biegacza nie powinno się diagnozować na podstawie jednego wyniku, jednego treningu ani wartości VO₂max wyświetlanej przez zegarek.

    Najlepszą ocenę daje połączenie kilku obszarów.

    1. Aktualna zdolność startowa

    Najprostszym i bardzo praktycznym wskaźnikiem jest wynik uzyskany na dobrze wymierzonym dystansie, w porównywalnych warunkach.

    Dla początkującego może to być:

    – test Coopera,
    – bieg na 3 lub 5 kilometrów,
    – kontrolny bieg na 10 kilometrów,
    – dopiero później półmaraton lub maraton.

    Test terenowy pokazuje nie tylko fizjologię, ale również ekonomię ruchu, tolerancję wysiłku, umiejętność rozłożenia tempa i gotowość psychiczną. W badaniach test Coopera dobrze przewidywał wyniki rekreacyjnych biegaczy w półmaratonie.

    2. Profil fizjologiczny

    W bardziej dokładnej diagnostyce można ocenić:

    – VO₂max lub prędkość przy VO₂max,
    – próg LT1,
    – próg LT2 lub intensywność zbliżoną do maksymalnego stanu równowagi mleczanowej,
    – tempo progowe,
    – ekonomię biegu,
    – reakcję tętna i mleczanu na kolejne stopnie wysiłku.

    Szczególnie użyteczna jest prędkość osiągana w okolicy progu, ponieważ łączy ona poziom VO₂max, możliwość wykorzystania jego wysokiego procentu oraz ekonomię poruszania się. Przesunięcie krzywej mleczanowej w kolejnych testach może wskazywać na poprawę wydolności, pod warunkiem zastosowania podobnego protokołu i warunków pomiaru.

    3. Ekonomia biegu

    Nie zawsze wygrywa zawodnik z najwyższym VO₂max.

    Często przewagę posiada osoba, która przy tym samym tempie zużywa mniej tlenu i energii. Ekonomia biegu jest szczególnie ważna przy porównywaniu dobrze wytrenowanych zawodników o podobnym poziomie wydolności tlenowej.

    Można ją poprawiać poprzez wieloletni trening biegowy, pracę nad siłą, odpowiednią ekspozycję na większe prędkości oraz rozwój układu nerwowo-mięśniowego. Meta analizy wskazują, że trening siłowy z dużymi obciążeniami, plyometria lub połączenie tych metod mogą poprawiać ekonomię biegu u biegaczy średnio- i długodystansowych.

    4. Odporność na zmęczenie

    Dobry wynik na 5 kilometrów nie oznacza automatycznie gotowości do szybkiego maratonu.

    Wraz z wydłużaniem wysiłku rośnie znaczenie zdolności do utrzymania:

    – ekonomicznego kroku,
    – stabilnego tętna,
    – tempa,
    – techniki,
    – dostępności energii,
    – sprawności mięśniowej.

    Dlatego w ocenie biegacza trzeba obserwować nie tylko jego maksymalne możliwości, ale również to, jak zachowuje się organizm po 60, 90 czy 150 minutach wysiłku.

    Maraton nie jest czterema biegami na 10 kilometrów połączonymi w całość. To osobna konkurencja wymagająca odpowiedniej objętości, odżywiania, odporności mięśniowej i wielu miesięcy przygotowania.

    5. Zdolność do regularnego trenowania

    Potencjał sportowy to nie tylko szybkość.

    Bardzo ważna jest również zdolność do systematycznej pracy bez ciągłych urazów, infekcji i długich przerw.

    Zawodnik, który posiada dobre parametry, ale nie toleruje większej objętości, źle się regeneruje albo regularnie przeciąża organizm, może rozwijać się wolniej od osoby mniej utalentowanej, lecz zdolnej trenować konsekwentnie przez kilka lat.

    Badania dotyczące obciążeń wskazują, że problemem nie jest wyłącznie duża ilość treningu, ale przede wszystkim obciążenie niedopasowane do aktualnej zdolności organizmu do jego tolerowania.

    6. Tempo poprawy

    Bardzo cenną informacją jest odpowiedź zawodnika na dobrze zaplanowany trening.

    Możemy obserwować:

    – zmianę wyniku na tym samym dystansie,
    – tempo przy określonym tętnie,
    – obniżenie mleczanu przy tej samej prędkości,
    – wzrost prędkości progowej,
    – poprawę ekonomii,
    – możliwość wykonania większej pracy przy podobnym zmęczeniu.

    Nie należy jednak oceniać reakcji po dwóch tygodniach. Wyniki testów podlegają zmienności biologicznej, wpływowi pogody, snu, stresu, odżywiania i błędom pomiarowym. Z tego powodu pojedyncza poprawa lub pogorszenie nie zawsze oznacza rzeczywistą zmianę formy. Najbardziej wartościowa jest obserwacja powtarzalnego trendu przez kilka miesięcy.

    Nie oceniaj potencjału początkującego po pierwszym miesiącu

    Początkujący zwykle poprawiają się szybko, ponieważ niemal każdy regularny bodziec jest dla organizmu nowy.

    Później tempo progresu maleje.

    Na początku można poprawić wynik dzięki samej regularności. Na wyższym poziomie podobna poprawa wymaga większej precyzji treningu, lepszej regeneracji, większej objętości i znacznie dłuższego czasu.

    Dlatego szybki progres początkującego nie musi oznaczać wyjątkowego talentu. Z kolei wolniejszy początek nie przesądza o braku możliwości.

    Niektórzy zawodnicy reagują bardzo szybko, inni potrzebują więcej czasu albo innego rodzaju bodźca. Indywidualna odpowiedź treningowa jest rzeczywistym zjawiskiem, ale trzeba ją oceniać ostrożnie i brać pod uwagę jakość programu, regenerację oraz błąd pomiaru.

    Jak ustalać realne cele?

    Dobry cel powinien wynikać z aktualnego poziomu, historii treningowej i tempa rozwoju, a nie z wyniku kolegi, influencera czy zawodnika elity.

    Zamiast od razu zakładać:

    „Za rok pobiegnę maraton poniżej trzech godzin”,

    lepiej zapytać:

    „Jak bardzo mogę poprawić swój organizm przez najbliższe trzy miesiące?”

    Realistyczna ocena może wyglądać następująco:

    1. Określamy aktualny poziom na podstawie testu lub zawodów.
    2. Sprawdzamy zdrowie, historię urazów i dostępny czas.
    3. Oceniamy tolerowaną objętość oraz regularność treningu.
    4. Ustalamy cel na najbliższe 8–16 tygodni.
    5. Powtarzamy podobny test.
    6. Analizujemy nie tylko wynik, ale również koszt jego osiągnięcia.
    7. Dopiero wtedy wyznaczamy kolejny etap.

    Wyniki rekreacyjnych biegaczy są związane między innymi z VO₂max, masą ciała, tygodniowym lub miesięcznym kilometrażem, tempem treningowym i jakością snu. Nie oznacza to jednak, że wystarczy bez końca zwiększać kilometraż. Trening musi być możliwy do utrzymania i dopasowany do możliwości konkretnego człowieka.

    Realizm nie oznacza braku ambicji

    Realne podejście do treningu nie polega na ograniczaniu marzeń.

    Polega na tym, aby marzenia podzielić na etapy i regularnie sprawdzać, czy organizm rozwija się w oczekiwanym kierunku.

    Nie każdy pobiegnie maraton w 2:30.
    Nie każdy złamie trzy godziny.
    Nie każdy będzie biegał 10 kilometrów poniżej 40 minut.

    Ale praktycznie każdy może być:

    – szybszy niż obecnie,
    – bardziej wytrzymały,
    – silniejszy,
    – zdrowszy,
    – bardziej świadomy swojego ciała,
    – lepiej przygotowany niż kilka miesięcy wcześniej.

    Największym błędem jest porównywanie własnego rozdziału pierwszego do czyjegoś rozdziału dziesiątego.

    W treningu nie chodzi o to, aby udowodnić, że możemy zostać każdym.

    Chodzi o to, aby sprawdzić, jak dobrą wersją siebie możemy zostać, wykorzystując własne predyspozycje, czas i warunki.

    Dlatego nie pytaj wyłącznie:

    „Czy mam talent?”

    Zapytaj:

    „Jak reaguję na trening?”
    „Co ogranicza mnie obecnie?”
    „Co mogę poprawić?”
    „Czy mój cel odpowiada mojemu aktualnemu poziomowi?”
    „Czy jestem gotowy pracować regularnie przez kilka lat?”

    Dojrzały zawodnik nie rezygnuje z ambicji.

    Dojrzały zawodnik potrafi połączyć ambicję z cierpliwością, obserwacją organizmu i szacunkiem do własnych możliwości.

    AMEN! 🙂

    Źródła i wybrane publikacje

    1. Joyner M.J.
      Modeling: Optimal Marathon Performance on the Basis of Physiological Factors.
      Medicine & Science in Sports & Exercise, 1991.
    2. Bassett D.R. Jr., Howley E.T.
      Limiting Factors for Maximum Oxygen Uptake and Determinants of Endurance Performance.
      Medicine & Science in Sports & Exercise, 2000.
    3. Joyner M.J., Coyle E.F.
      Endurance Exercise Performance: The Physiology of Champions.
      The Journal of Physiology, 2008.
    4. Saunders P.U., Pyne D.B., Telford R.D., Hawley J.A.
      Factors Affecting Running Economy in Trained Distance Runners.
      Sports Medicine, 2004.
    5. Barnes K.R., Kilding A.E.
      Running Economy: Measurement, Norms, and Determining Factors.
      Sports Medicine – Open, 2015.
    6. Bouchard C., An P., Rice T. i wsp.
      Familial Aggregation of VO₂max Response to Exercise Training: Results from the HERITAGE Family Study.
      Journal of Applied Physiology, 1999.
    7. Bouchard C., Rankinen T.
      Individual Differences in Response to Regular Physical Activity.
      Medicine & Science in Sports & Exercise, 2001.
    8. Webborn N., Williams A., McNamee M. i wsp.
      Direct-to-Consumer Genetic Testing for Predicting Sports Performance and Talent Identification: Consensus Statement.
      British Journal of Sports Medicine, 2015.
    9. Vlahovich N., Fricker P.A., Brown M.A., Hughes D.
      Ethics of Genetic Testing and Research in Sport: A Position Statement from the Australian Institute of Sport.
      British Journal of Sports Medicine, 2017.
    10. Llanos-Lagos C., Ramirez-Campillo R. i wsp.
      Effect of Strength Training Programs in Middle- and Long-Distance Runners’ Economy at Different Running Speeds: A Systematic Review with Meta-analysis.
      Sports Medicine, 2024.
    11. Balsalobre-Fernández C., Santos-Concejero J., Grivas G.V.
      Effects of Strength Training on Running Economy in Highly Trained Runners: A Systematic Review with Meta-analysis of Controlled Trials.
      Journal of Strength and Conditioning Research, 2016.
    12. Venturini E., Giallauria F., Polverino F. i wsp.
      Factors Influencing Running Performance During a Marathon: Breaking the 2-Hour Barrier.
      Frontiers in Physiology, 2022.
  • Czy trening siłowy może szkodzić biegaczowi? Co naprawdę mówią badania o sile w biegach długodystansowych

    Jeszcze kilkanaście lat temu wielu trenerów i biegaczy uważało, że siłownia jest dla długodystansowca zbędna, a nawet niebezpieczna. Argument był prosty: dodatkowa masa mięśniowa oznacza większą wagę, większy koszt energetyczny i „zamulone nogi”. W środowisku biegowym można było usłyszeć, że ciężary niszczą „czucie biegu”, odbierają lekkość i pogarszają wytrzymałość.

    Dziś wiemy, że rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona.

    Współczesne badania pokazują, że odpowiednio zaprogramowany trening siłowy może poprawiać ekonomię biegu, zwiększać odporność na zmęczenie i pomagać osiągać lepsze wyniki — od biegów średnich aż po maraton. Jednocześnie istnieją sytuacje, w których źle dobrana siła rzeczywiście może hamować rozwój biegacza.

    Kluczowe pytanie nie brzmi już więc: „Czy biegacz powinien robić siłę?” tylko „Jaki trening siłowy pomaga konkretnemu biegaczowi, a jaki może mu przeszkadzać?”

    Skąd wzięło się przekonanie, że siłownia szkodzi biegaczom?

    Nie było ono całkowicie bezpodstawne. Przez lata wielu zawodników stosowało trening siłowy oparty na modelu kulturystycznym:

    👉duża objętość,

    👉8–15 powtórzeń,

    👉trening do upadku mięśniowego,

    👉silne „pompowanie” mięśni,

    👉częste zakwasy i uszkodzenia mięśniowe.

    Dla maratończyka czy biegacza ultra taki model rzeczywiście często okazuje się problematyczny. Większa masa mięśniowa oznacza:

    👉większy koszt energetyczny biegu,

    👉większe obciążenia mechaniczne,

    👉trudniejszą regenerację,

    👉większe zmęczenie podczas treningów jakościowych.

    Badania nad tzw. efektem interferencji pokazują, że organizm jednocześnie otrzymujący bardzo silny bodziec wytrzymałościowy i hipertroficzny może mieć trudność z optymalną adaptacją do obu form treningu jednocześnie. Problemem nie jest jednak sama siła. Problemem jest źle dobrana siła.

    Co pokazują współczesne badania?

    Największa zmiana w podejściu do treningu siłowego u biegaczy nastąpiła po publikacji licznych metaanaliz z ostatnich lat. Analizując dziesiątki badań zauważono bardzo wyraźny trend:

    Najlepsze efekty u biegaczy długodystansowych daje:

    👉ciężki trening siłowy,

    👉plyometria,

    👉trening oparty na małej liczbie powtórzeń i wysokiej jakości ruchu.

    Natomiast klasyczny trening kulturystyczny nie przynosi podobnych korzyści dla ekonomii biegu. To bardzo ważne rozróżnienie. Bo celem biegacza nie jest przede wszystkim budowa dużych mięśni. Celem jest poprawa:

    👉ekonomii ruchu,

    👉sztywności ścięgien,

    👉rekrutacji jednostek motorycznych,

    👉zdolności do generowania siły w krótkim czasie.

    W praktyce oznacza to, że dobrze zaprogramowana siła działa bardziej jak „tuning układu nerwowego” niż budowanie kulturystycznej sylwetki.

    Dlaczego ciężka siła pomaga biegaczowi?

    To może wydawać się paradoksalne. Jak to możliwe, że ciężkie przysiady mogą poprawiać bieganie maratonów? Klucz leży w ekonomii biegu. Ekonomia biegu oznacza ilość energii potrzebnej do utrzymania konkretnego tempa. Dwóch zawodników może mieć identyczne VO₂max, ale ten bardziej ekonomiczny pobiegnie szybciej przy tym samym koszcie energetycznym.

    I właśnie tutaj trening siłowy potrafi działać niezwykle skutecznie. Badania pokazują, że trening siłowy poprawia:

    👉sztywność kompleksu mięsień–ścięgno,

    👉wykorzystanie energii sprężystej,

    👉stabilność biomechaniczną,

    👉szybkość rozwijania siły,

    👉kontrolę nerwowo-mięśniową.

    W uproszczeniu:
    biegacz zaczyna „tracić mniej energii” przy każdym kroku. To trochę jak poprawa sprężystości odbicia piłki — mniej energii ucieka, więcej wraca do ruchu. (Piłka napompowana i nie dopompowana)

    Jak wygląda najskuteczniejszy trening siłowy dla biegacza?

    Tu pojawia się jeden z najciekawszych wniosków współczesnej literatury. Najlepsze efekty obserwuje się zwykle przy:

    👉3–6 powtórzeniach,

    👉dużym obciążeniu (80–90% 1RM),

    👉długich przerwach,

    👉niewielkiej objętości,

    👉braku treningu do załamania mięśniowego.

    Najczęściej stosowane ćwiczenia to:

    👉przysiady,

    👉martwy ciąg,

    👉wykroki,

    👉ćwiczenia jednonóż,

    👉wspięcia na łydki,

    👉plyometria i skoki.

    To zupełnie inny model niż klasyczna siłownia „na pompę”.

    Biegacz nie potrzebuje chronicznego zmęczenia mięśniowego. Potrzebuje jakościowego bodźca nerwowo-mięśniowego.

    Czy więcej siły zawsze znaczy lepiej?

    Nie. I tutaj zaczyna się temat indywidualizacji. Badania pokazują ogromne różnice osobnicze w odpowiedzi na trening siłowy. Niektórzy zawodnicy reagują spektakularną poprawą ekonomii biegu, inni znacznie słabiej.

    Dlaczego?

    Prawdopodobnie wpływa na to:

    👉typ włókien mięśniowych,

    👉biomechanika biegu,

    👉poziom wytrenowania,

    👉wiek,

    👉historia treningowa,

    👉naturalna sprężystość układu mięśniowo-ścięgnistego.

    Bardzo „wytrzymałościowi” zawodnicy o lekkiej budowie często gorzej tolerują dużą objętość siły. U nich lepiej sprawdzają się:

    👉krótkie sesje siły maksymalnej,

    👉sprinty,

    👉podbiegi,

    👉plyometria.

    Z kolei zawodnicy:

    👉słabsi siłowo,

    👉starsi,

    👉po kontuzjach,

    często reagują na trening siłowy wyjątkowo dobrze.

    A co z początkującymi biegaczami i amatorami?

    Warto jednak podkreślić bardzo ważną rzecz: większość badań pokazujących korzyści z ciężkiego treningu siłowego była prowadzona na zawodnikach już wytrenowanych — często regularnie biegających od wielu lat i posiadających podstawy siłowe. Tymczasem u początkujących biegaczy oraz większości amatorów sytuacja wygląda nieco inaczej. Na początku przygody z treningiem siłowym najważniejsze nie jest podnoszenie dużych ciężarów, ale:

    👉nauczenie poprawnych wzorców ruchowych,

    👉budowanie stabilizacji,

    👉poprawa kontroli motorycznej,

    👉przygotowanie ścięgien i stawów do większych obciążeń,

    👉zwiększenie ogólnej sprawności i odporności na kontuzje.

    I właśnie dlatego na pierwszym etapie bardzo często w zupełności wystarcza:

    👉ciężar własnego ciała,

    👉gumy oporowe,

    👉lekkie hantle,

    👉kettlebelle,

    👉proste ćwiczenia jednonóż.

    Dla wielu biegaczy amatorów ogromnym bodźcem będzie już samo regularne wykonywanie:

    👉przysiadów,

    👉wykroków,

    👉wstępowań na podwyższenie,

    👉wspięć na łydki,

    👉ćwiczeń core,

    👉prostych podskoków i skipów.

    Organizm początkującego zawodnika reaguje adaptacją praktycznie na każdy nowy bodziec. Nie ma więc potrzeby od razu wchodzić w trening na 85–90% ciężaru maksymalnego. Co więcej — zbyt szybkie przechodzenie do dużych obciążeń często kończy się:

    👉przeciążeniami,

    👉problemami z regeneracją,

    👉pogorszeniem jakości biegania,

    👉utratą regularności treningowej.

    Dlatego u większości amatorów najlepsze efekty daje podejście etapowe.

    Najpierw budowa bazy siłowej:

    👉mniejsze obciążenia,

    👉większa kontrola ruchu,

    👉nauka techniki,

    👉regularność.

    Dopiero później — jeśli zawodnik tego potrzebuje — można stopniowo wprowadzać cięższą siłę maksymalną. To szczególnie ważne w przypadku biegaczy trenujących rekreacyjnie, którzy poza sportem mają również:

    👉pracę,

    👉stres,

    👉ograniczony czas regeneracji,

    👉niewielką historię treningu siłowego.

    Dla takich osób dobrze wykonany trening z własnym ciężarem ciała bywa znacznie bardziej wartościowy niż źle zaprogramowana ciężka siłownia. W praktyce oznacza to, że najlepszy trening siłowy dla biegacza amatora to często nie najbardziej „profesjonalny” plan z dużymi ciężarami, ale taki, który:

    👉jest wykonywany regularnie,

    👉nie zaburza biegania,

    👉poprawia sprawność,

    👉wzmacnia ciało,

    i pozwala trenować zdrowo przez wiele lat.

    Kiedy siłownia może przeszkadzać biegaczowi?

    Najczęściej wtedy, gdy:

    👉objętość jest zbyt duża,

    👉trening wykonywany jest do upadku mięśniowego,

    👉pojawia się nadmierna hipertrofia,

    👉regeneracja jest niewystarczająca,

    👉siła zaburza jakość kluczowych treningów biegowych.

    Jeżeli po treningu siłowym biegacz przez trzy dni nie jest w stanie wykonać jakościowego biegania, to prawdopodobnie dawka została źle dobrana. W treningu długodystansowym priorytetem nadal pozostaje bieganie. Siła ma wspierać trening biegowy, a nie go dominować.

    Ile siły potrzebuje biegacz?

    To jedno z najciekawszych pytań współczesnego treningu. Coraz więcej trenerów światowej czołówki odchodzi od myślenia: „im więcej, tym lepiej”. Po zbudowaniu odpowiedniego poziomu siły często wystarczy:

    👉1–2 krótkie sesje tygodniowo,

    👉niewielka objętość,

    👉wysoka jakość wykonania.

    Badania sugerują, że nawet jedna dobrze zaprogramowana sesja tygodniowo może pozwalać utrzymać większość wypracowanych adaptacji w okresie startowym. To bardzo ważna informacja dla biegaczy amatorów, którzy często próbują „upchnąć” zbyt wiele jednostek treningowych w tygodniu.

    Wnioski

    Dzisiejsza literatura naukowa nie wspiera już tezy, że trening siłowy sam w sobie szkodzi biegaczowi długodystansowemu. Wręcz przeciwnie. Dobrze dobrany trening siłowy jest jednym z najlepiej udokumentowanych sposobów poprawy ekonomii biegu i wydolności startowej. Jednocześnie badania bardzo wyraźnie pokazują, że:

    👉nie każdy rodzaj siły działa tak samo,

    👉większa objętość nie zawsze oznacza lepsze efekty,

    👉trening kulturystyczny nie jest optymalnym modelem dla biegacza,

    odpowiedź organizmu na bodziec siłowy jest mocno indywidualna.

    Najlepszy trening siłowy dla biegacza to nie ten, po którym trudno chodzić po schodach. To ten, który pozwala biegać szybciej przy mniejszym koszcie energetycznym.


    Źródła

    • Llanos-Lagos et al., 2024
    • Balsalobre-Fernández et al., 2016
    • Denadai et al., 2017
    • Fyfe et al., Concurrent Training Interference
    • Rønnestad & Mujika, Strength Training for Endurance Athletes
    • Blagrove et al., Strength and Conditioning for Distance Runners
    • Beattie et al., Effects of Strength Training on Running Economy
    • Aagaard & Andersen, Effects of Strength Training on Endurance Capacity

    PRZECZYTAJ TAKŻE:

  • Wpływ alergii na wydolność w trakcie biegania

    Alergia u biegaczy przez wiele lat była traktowana głównie jako problem komfortu życia: kichanie, łzawienie oczu czy zatkany nos uznawano bardziej za uciążliwość niż realny czynnik ograniczający wydolność sportową. Współczesne badania pokazują jednak, że alergiczny nieżyt nosa, nadreaktywność oskrzeli czy skurcz oskrzeli indukowany wysiłkiem (EIB – exercise-induced bronchoconstriction) mogą istotnie wpływać na parametry wysiłkowe, regenerację, tolerancję treningu oraz subiektywne odczucie zmęczenia u biegaczy.

    Alergia a układ oddechowy biegacza

    Największy wpływ alergii na wydolność dotyczy układu oddechowego. Podczas biegu wentylacja minutowa może wzrosnąć nawet kilkunastokrotnie względem spoczynku. Oznacza to ogromną ekspozycję błon śluzowych nosa i dróg oddechowych na alergeny, pyłki, suche powietrze czy zanieczyszczenia.

    Badania pokazują, że u sportowców wytrzymałościowych częstość występowania nieżytu nosa jest wyższa niż w populacji ogólnej i może wynosić od 27% do nawet 74%.

    W praktyce oznacza to, że wielu biegaczy funkcjonuje z przewlekłym stanem zapalnym błon śluzowych. Zatkanie nosa prowadzi do większego oddychania przez usta, co pogarsza nawilżanie i ogrzewanie powietrza trafiającego do oskrzeli. To z kolei zwiększa ryzyko podrażnienia dolnych dróg oddechowych oraz występowania skurczu oskrzeli podczas wysiłku.

    Spadek wydolności tlenowej

    Jednym z głównych mechanizmów pogorszenia wydolności jest ograniczenie efektywnej wentylacji. Nawet częściowa niedrożność nosa zwiększa koszt oddychania. Organizm musi wykonać większą pracę oddechową, aby utrzymać ten sam poziom podaży tlenu.

    Badania dotyczące sportowców z pyłkowicą wykazały, że w sezonie alergicznym zawodnicy raportowali:

    • większe odczucie zmęczenia,
    • wyższe odczucie wysiłku przy tej samej intensywności,
    • pogorszenie jakości treningów,
    • obniżenie osiąganych wyników sportowych.

    Co istotne, problem nie dotyczy wyłącznie komfortu oddychania. Stan zapalny związany z alergią wpływa również na gospodarkę cytokinową organizmu. Wzrasta aktywność mediatorów zapalnych, takich jak histamina czy interleukiny, co może zwiększać uczucie zmęczenia oraz pogarszać zdolność do utrzymywania wysokiej intensywności wysiłku.

    Zwężenie oskrzeli wywołane wysiłkiem fizycznym (EIB)

    Szczególnie istotnym problemem u biegaczy jest skurcz oskrzeli indukowany wysiłkiem. EIB może występować zarówno u osób chorujących na astmę, jak i u sportowców bez klasycznej astmy. Objawia się:

    👉kaszlem po wysiłku,

    👉świszczącym oddechem,

    👉uczuciem „zamkniętych płuc”,

    👉dusznością,

    👉gwałtownym spadkiem tolerancji intensywności.

    Długodystansowcy należą do grupy szczególnego ryzyka. W jednej z analiz wykazano nawet wielokrotnie większe ryzyko występowania EIB u biegaczy wytrzymałościowych w porównaniu z populacją ogólną.

    Mechanizm jest związany z bardzo dużą wentylacją podczas wysiłku. Intensywne oddychanie suchym lub zimnym powietrzem prowadzi do odwodnienia nabłonka dróg oddechowych i aktywacji reakcji zapalnej. U osób z alergią reakcja ta jest znacznie silniejsza.

    Wpływ na jakość treningu i regenerację

    Wpływ alergii na wydolność nie ogranicza się wyłącznie do samego biegu. Badania podkreślają także:

    👉pogorszenie jakości snu,

    👉większe zmęczenie centralne,

    👉obniżenie koncentracji,

    👉gorszą regenerację powysiłkową.

    To szczególnie ważne u biegaczy realizujących duże objętości treningowe. Nawet niewielkie pogorszenie jakości snu przez przewlekłą niedrożność nosa może w dłuższej perspektywie wpływać na:

    👉obniżenie HRV,

    👉gorszą adaptację treningową,

    👉większe ryzyko przeciążenia,

    👉wyższe ryzyko infekcji.

    W praktyce wielu zawodników zauważa, że w okresie pylenia trudniej utrzymać standardowe tempa treningowe mimo niezmienionego poziomu wytrenowania.

    Czy trening może pogarszać alergię?

    Paradoksalnie – zarówno tak, jak i nie.

    Umiarkowana aktywność fizyczna może poprawiać drożność nosa i działać przeciwzapalnie. Już starsze badania pokazywały zmniejszenie oporu nosowego po wysiłku.

    Jednak intensywny trening wytrzymałościowy, szczególnie:

    👉w wysokim stężeniu pyłków,

    👉w zimnym powietrzu,

    👉przy smogu,

    👉w bardzo suchym środowisku,

    może nasilać stan zapalny dróg oddechowych. Dlatego sportowcy wytrzymałościowi są grupą o zwiększonym ryzyku przewlekłych problemów oddechowych.

    Leki na astmę i alergię w sportach wytrzymałościowych

    Temat stosowania leków przeciwastmatycznych w sportach wytrzymałościowych od lat budzi duże kontrowersje. Wynika to z faktu, że astma oraz skurcz oskrzeli indukowany wysiłkiem (EIB) występują u sportowców wytrzymałościowych znacznie częściej niż w populacji ogólnej. Dotyczy to szczególnie biegaczy długodystansowych, narciarzy biegowych czy kolarzy.

    Dlaczego sportowcy wytrzymałościowi częściej stosują leki wziewne?

    W sportach wytrzymałościowych wentylacja minutowa podczas wysiłku może osiągać ekstremalne wartości. Wielogodzinne oddychanie: suchym powietrzem, zimnym powietrzem, powietrzem zanieczyszczonym, powietrzem zawierającym pyłki, prowadzi do mikrouszkodzeń nabłonka dróg oddechowych oraz przewlekłego stanu zapalnego. Badania pokazują, że u części zawodników rozwija się nadreaktywność oskrzeli nawet bez klasycznej astmy atopowej. W praktyce objawia się to:

    👉spadkiem tolerancji intensywności,

    👉kaszlem po wysiłku,

    👉świszczącym oddechem,

    👉uczuciem „braku powietrza” przy wysokiej intensywności.

    Beta2-mimetyki – najczęściej stosowane leki

    Najczęściej stosowaną grupą leków są wziewne beta2-mimetyki:

    👉salbutamol,

    👉formoterol,

    👉salmeterol

    Ich działanie polega na rozszerzaniu oskrzeli i zmniejszaniu oporu przepływu powietrza. W przypadku sportowców z rzeczywistą astmą lub EIB poprawiają komfort oddychania, tolerancję wysiłku, możliwość utrzymania intensywności treningowej, bezpieczeństwo wysiłku.

    Czy leki na astmę poprawiają wydolność zdrowych sportowców?

    To jedno z najważniejszych pytań w całej dyskusji. Aktualne metaanalizy pokazują, że wziewne beta2-mimetyki stosowane w dozwolonych dawkach mają niewielki lub brak ergogenicznego wpływu u zdrowych zawodników bez obturacji oskrzeli.

    Innymi słowy u sportowca chorego leki przywracają prawidłową funkcję oddychania, u zdrowego zawodnika zazwyczaj nie powodują istotnej poprawy VO2max czy wyników wytrzymałościowych. To właśnie dlatego obecne przepisy antydopingowe dopuszczają część leków wziewnych w określonych limitach.

    WADA i limity stosowania

    Aktualne regulacje World Anti-Doping Agency pozwalają na stosowanie wybranych leków wziewnych w określonych dawkach bez konieczności uzyskiwania TUE (Therapeutic Use Exemption). Do dozwolonych należą między innymi:

    👉salbutamol, formoterol, salmeterol, vilanterol.

    Przekroczenie określonych limitów stężenia lub dawkowania może jednak zostać uznane za naruszenie przepisów antydopingowych. Dlatego u sportowców wyczynowych leczenie powinno być prowadzone bardzo precyzyjnie i zgodnie z dokumentacją medyczną.

    Glikokortykosteroidy wziewne

    Drugą bardzo ważną grupą leków są wziewne glikokortykosteroidy:

    👉budezonid,

    👉flutikazon,

    👉beklometazon

    Ich celem nie jest natychmiastowe rozszerzenie oskrzeli, ale zmniejszenie przewlekłego stanu zapalnego w drogach oddechowych. Badania pokazują, że regularne leczenie przeciwzapalne może zmniejszać częstość EIB, poprawiać kontrolę objawów, ograniczać spadki wydolności podczas sezonu alergicznego.

    Problem nadużywania leków

    Mimo że badania nie pokazują dużego działania ergogenicznego u zdrowych zawodników, temat budzi kontrowersje, ponieważ w sportach wytrzymałościowych odsetek sportowców stosujących leki wziewne jest bardzo wysoki. W części środowiska pojawiały się pytania: czy część diagnoz nie jest zbyt liberalna, czy nie dochodzi do „medykalizacji” sportu wytrzymałościowego, czy leki nie są stosowane profilaktycznie bez pełnych wskazań?

    Jednak aktualne stanowiska naukowe podkreślają, że większość sportowców stosujących leczenie ma rzeczywiste wskazania medyczne wynikające z przewlekłych zmian w drogach oddechowych.

    Praktyczny aspekt dla biegacza

    U biegacza amatora lub zawodnika wyczynowego przewlekłe kaszlenie po treningu, uczucie duszności,„zamykanie oddechu” na wysokiej intensywności, świsty, duże pogorszenie formy w okresie pylenia, nie powinny być ignorowane. W wielu przypadkach odpowiednia diagnostyka: spirometria, próby prowokacyjne, konsultacja alergologiczna lub pulmonologiczna oraz właściwie dobrane leczenie potrafią znacząco poprawić jakość treningu i możliwości wysiłkowe zawodnika. W praktyce często okazuje się, że zawodnik przez lata funkcjonował z niekontrolowaną nadreaktywnością oskrzeli, interpretując objawy wyłącznie jako „słabszą dyspozycję”.

    Podsumowanie

    Alergia nie jest jedynie „problemem nosa” u biegacza. W świetle współczesnych badań stanowi realny czynnik ograniczający wydolność tlenową, jakość treningu oraz regenerację. Największe znaczenie mają:

    👉przewlekły stan zapalny dróg oddechowych,

    👉pogorszenie wentylacji,

    👉zwiększony koszt oddychania,

    👉skurcz oskrzeli indukowany wysiłkiem,

    👉zaburzenia regeneracji i snu.

    Wpływ alergii jest szczególnie widoczny u biegaczy wytrzymałościowych, którzy przez ogromną wentylację podczas treningu są bardziej narażeni na kontakt z alergenami i podrażnienie dróg oddechowych.

    Jednocześnie badania pokazują, że właściwa diagnostyka i leczenie mogą znacząco ograniczyć negatywny wpływ alergii na wyniki sportowe. Dlatego u zawodnika, który sezonowo doświadcza niewyjaśnionego spadku formy, większej duszności czy pogorszenia tolerancji intensywności, alergia powinna być jednym z pierwszych elementów branych pod uwagę.

    Najważniejsze źródła

    1. Bonini M. et al.
      Physical activity and allergic/respiratory diseases.
    2. Helenius IJ. et al.
      Exercise-induced bronchospasm in elite runners.
    3. Parsons JP, Mastronarde JG.
      Exercise-induced bronchoconstriction in athletes.
    4. Kippelen P, Anderson SD.
      Airway injury during high-level exercise.
    5. Carlsen KH. et al.
      Respiratory and allergic disorders in elite athletes.
    6. Walker S, Sheikh A.
      Managing asthma and allergies in endurance athletes.

    Przeczytaj także:

  • Regeneracja w sporcie – dlaczego progres buduje się po treningu, a nie w jego trakcie?

    W świecie sportu i aktywności fizycznej nadal dominuje przekonanie, że sukces zależy przede wszystkim od ciężkiej pracy treningowej. Więcej kilometrów, więcej serii, więcej intensywności. Tymczasem fizjologia wysiłku pokazuje coś znacznie bardziej złożonego: organizm nie rozwija się podczas treningu, lecz dopiero po nim. To właśnie regeneracja decyduje o tym, czy trening stanie się impulsem do rozwoju, czy drogą do przeciążenia i stagnacji.

    Trening to stres dla organizmu

    Każda jednostka treningowa — niezależnie od tego, czy mówimy o bieganiu, triathlonie, sportach siłowych czy zespołowych — jest dla organizmu formą kontrolowanego stresu.

    Podczas wysiłku dochodzi do:

    👉mikrouszkodzeń włókien mięśniowych,

    👉wyczerpywania zapasów glikogenu,

    👉wzrostu poziomu kortyzolu,

    👉przeciążenia układu nerwowego,

    👉zaburzenia równowagi organizmu.

    Organizm musi następnie:

    👉odbudować uszkodzone struktury,

    👉przywrócić zasoby energetyczne,

    👉ustabilizować gospodarkę hormonalną,

    👉zaadaptować się do nowego poziomu obciążenia.

    Ten proces nazywamy:
    Superkompensacją

    To właśnie dzięki niemu po odpowiednio przeprowadzonej regeneracji sportowiec wraca silniejszy, bardziej wydolny i lepiej przygotowany do kolejnego wysiłku.

    Problem współczesnego sportu: za dużo bodźców, za mało regeneracji

    Wielu sportowców i osób aktywnych funkcjonuje dziś w permanentnym przeciążeniu:

    👉intensywne treningi,

    👉stres zawodowy,

    👉niedobór snu,

    👉nieregularne odżywianie,

    👉nadmiar bodźców cyfrowych.

    Organizm nie rozróżnia jednak źródła stresu. Dla układu nerwowego:

    👉ciężki trening,

    👉brak snu,

    👉stres psychiczny,

    👉presja zawodowa

    są sumującym się obciążeniem fizjologicznym.

    Efektem może być:

    👉chroniczne zmęczenie,

    👉brak progresu,

    👉spadek motywacji,

    👉większe ryzyko kontuzji,

    a w skrajnych przypadkach nawet:
    Syndrom przetrenowania

    Obrazek posiada pusty atrybut alt - plik: SILA-BIEGOWA-8.jpg

    Sen – najpotężniejsze narzędzie regeneracyjne

    Współczesna nauka sportu jest w tej kwestii wyjątkowo zgodna: sen to fundament regeneracji.

    Podczas snu zachodzą procesy kluczowe dla adaptacji wysiłkowej:

    👉wydzielanie hormonu wzrostu,

    👉regeneracja układu nerwowego,

    👉odbudowa mięśni,

    👉regulacja odporności,

    👉konsolidacja pamięci ruchowej.

    Szczególnie istotna jest faza snu głębokiego (NREM), podczas której organizm przechodzi najbardziej intensywną regenerację fizyczną.

    Niedobór snu prowadzi natomiast do:

    👉wzrostu poziomu kortyzolu,

    👉pogorszenia regeneracji,

    👉spadku wydolności,

    👉większego ryzyka urazów,

    👉pogorszenia koncentracji i reakcji.

    Dlatego coraz więcej trenerów uważa, że:

    „Najtańszy i najskuteczniejszy suplement regeneracyjny to sen.”

    Odżywianie – paliwo dla regeneracji

    Regeneracja nie może zachodzić efektywnie bez odpowiedniego dostarczania energii i składników odżywczych.

    Białko

    Odpowiada za:

    👉odbudowę uszkodzonych włókien mięśniowych,

    👉procesy adaptacyjne,

    👉syntezę nowych białek mięśniowych.

    Węglowodany

    Są kluczowe dla odbudowy:
    Glikogen

    To właśnie glikogen stanowi podstawowe źródło energii podczas intensywnego wysiłku.

    Jego niski poziom oznacza:

    👉większe zmęczenie,

    👉spadek wydolności,

    👉wolniejszą regenerację.

    Nawodnienie

    Już niewielkie odwodnienie może:

    👉pogarszać wydolność,

    👉zwiększać tętno,

    👉ograniczać zdolność regeneracji.

    HRV – nowoczesne monitorowanie regeneracji

    Coraz popularniejszym narzędziem w sporcie staje się:
    Heart Rate Variability

    HRV mierzy zmienność odstępów pomiędzy kolejnymi uderzeniami serca i pozwala ocenić stan autonomicznego układu nerwowego.

    W praktyce:

    👉wyższe HRV najczęściej sugeruje dobrą regenerację,

    👉niższe HRV może wskazywać na przeciążenie lub stres.

    Najważniejsze jest jednak to, że HRV interpretuje się indywidualnie. Nie istnieje jedno „idealne HRV” dla wszystkich.

    Kluczowe jest porównanie:

    👉do własnej średniej,

    👉do trendu z ostatnich dni lub tygodni.

    Spadek HRV poniżej osobistej normy może sugerować:

    👉niedoregenerowanie,

    👉brak snu,

    👉przeciążenie treningowe,

    👉infekcję,

    👉nadmiar stresu.

    RPE – dlaczego warto słuchać organizmu

    Drugim niezwykle ważnym narzędziem jest:
    Rating of Perceived Exertion

    RPE pozwala określić subiektywną trudność treningu w skali od 1 do 10.

    Nowoczesne podejście do treningu coraz częściej odchodzi od sztywnego realizowania planu na rzecz autoregulacji. Organizm nie funkcjonuje identycznie każdego dnia.

    To samo tempo czy ciężar:

    👉jednego dnia może być łatwe,

    👉innego ekstremalnie wymagające.

    Dlatego umiejętność interpretowania własnego zmęczenia staje się kluczowa w długoterminowym rozwoju sportowym.

    Sauna, zimne kąpiele i odnowa biologiczna – co naprawdę działa?

    Wokół regeneracji narosło wiele mitów i marketingowych uproszczeń.

    W rzeczywistości większość metod odnowy biologicznej:

    👉pomaga głównie subiektywnie,

    👉poprawia samopoczucie,

    👉redukuje napięcie,

    👉wspiera relaksację.

    Sauna

    Może:

    👉poprawiać relaksację,

    👉wspierać regenerację psychiczną,

    👉zwiększać przepływ krwi.

    Nie zastępuje jednak:

    👉snu,

    👉odżywiania,

    👉odpowiedniego planowania treningu.

    Zimne kąpiele

    Mogą zmniejszać:

    👉stan zapalny,

    👉bolesność mięśni.

    Jednocześnie regularne stosowanie ich po treningu siłowym może ograniczać adaptację anaboliczną i hipertrofię mięśniową.

    Regeneracja w sportach siłowych i wytrzymałościowych

    Choć mechanizmy regeneracji są wspólne dla wszystkich dyscyplin, różni się dominujący typ zmęczenia.

    Sporty siłowe

    Większe znaczenie mają:

    👉uszkodzenia mechaniczne,

    👉regeneracja lokalna mięśni,

    👉odbudowa układu nerwowego po ciężkich bojach.

    Sporty wytrzymałościowe

    Dominuje:

    👉wyczerpanie glikogenu,

    👉zmęczenie metaboliczne,

    👉przeciążenie systemowe organizmu.

    Dlatego sportowcy wytrzymałościowi szczególnie mocno odczuwają wpływ:

    👉snu,

    👉nawodnienia,

    👉zarządzania objętością treningową.

    Obrazek posiada pusty atrybut alt - plik: SILA-BIEGOWA-8.jpg

    Najważniejszy wniosek

    Współczesna fizjologia sportu coraz wyraźniej pokazuje, że regeneracja nie jest dodatkiem do treningu. Jest jego integralną częścią.

    Największy wpływ na rozwój sportowy mają:

    👉Sen

    👉Odpowiednie odżywianie

    👉Zarządzanie obciążeniem treningowym

    👉Kontrola stresu

    Dopiero później znaczenie mają:

    👉sauna,

    👉masaże,

    👉zimne kąpiele,

    👉gadżety recovery.

    Najlepsi sportowcy świata nie tylko trenują profesjonalnie. Oni profesjonalnie się regenerują.

    Źródła

    1.Why We Sleep, Matthew Walker, PhD

    2.Recovery for Performance in Sport, Christophe Hausswirth
    Iñigo Mujika, wyd. Human Kinetics

    3.Plews DJ et al. Training Adaptation and Heart Rate Variability in Elite Endurance Athletes. European Journal of Applied Physiology, 2013.

    4.Roberts LA et al. Post-Exercise Cold Water Immersion Attenuates Acute Anabolic Signalling and Long-Term Adaptations in Muscle to Strength Training. Journal of Physiology, 2015.

    5.Meeusen R et al. Prevention, Diagnosis and Treatment of the Overtraining Syndrome. European Journal of Sport Science, 2013.

    PRZECZYTAJ TAKŻE:

  • Temperatura kontra wydolność. Jak ciepło zmienia możliwości organizmu biegacza?

    Każdy biegacz zna ten moment. Trening, który zwykle wydaje się spokojny i kontrolowany, nagle staje się zaskakująco ciężki. Tętno rośnie szybciej niż zwykle, oddech przyspiesza, a tempo, które kilka tygodni wcześniej było komfortowe, zaczyna przypominać walkę o przetrwanie. Bardzo często przyczyną nie jest gorsza forma, brak regeneracji czy źle dobrany trening. Problemem okazuje się temperatura.

    Organizm człowieka funkcjonuje najlepiej w określonych warunkach środowiskowych. Wraz ze wzrostem temperatury otoczenia coraz większa część naszych zasobów fizjologicznych musi zostać przeznaczona nie na produkcję ruchu, ale na chłodzenie organizmu. To właśnie dlatego upał tak mocno wpływa na możliwości wysiłkowe, szczególnie w sportach wytrzymałościowych.

    Co ciekawe, różnice nie muszą być ogromne. Zmiana temperatury z 10°C na 20°C może całkowicie zmienić charakter tego samego treningu. Intensywność metaboliczna wzrasta, organizm szybciej przechodzi na energetykę glikolityczną, rośnie koszt pracy układu krążenia, a utrzymanie założonego tempa wymaga znacznie większego wysiłku.

    W świecie biegania temperatura jest więc czymś więcej niż tylko „warunkami pogodowymi”. To realny czynnik wpływający na fizjologię wysiłku, parametry wydolnościowe oraz jakość procesu treningowego.


    Dlaczego wysoka temperatura tak mocno wpływa na organizm?

    Podczas biegu mięśnie produkują ogromne ilości ciepła. Szacuje się, że nawet 75–80% energii powstającej podczas pracy mięśni zamienia się właśnie w energię cieplną, a jedynie niewielka część zostaje wykorzystana do samego ruchu. Im szybciej biegniemy, tym większa produkcja ciepła, tym większe obciążenie układu termoregulacji, tym trudniej organizmowi utrzymać stabilną temperaturę wewnętrzną.

    W chłodnych warunkach nadmiar ciepła może być skutecznie oddawany do otoczenia. Problem pojawia się wtedy, gdy temperatura środowiska zaczyna zbliżać się do temperatury skóry lub ją przekraczać. W takiej sytuacji organizm musi coraz intensywniej wykorzystywać pocenie oraz zwiększony przepływ krwi przez skórę. I właśnie tutaj zaczyna się konflikt fizjologiczny.

    Mięśnie potrzebują dużego przepływu krwi, aby dostarczać tlen i usuwać produkty przemiany materii. Jednocześnie skóra również wymaga większego ukrwienia, aby oddawać ciepło. Układ krążenia musi więc „dzielić zasoby” pomiędzy wydolność ruchową, a chłodzenie organizmu.

    Efekt?

    👉wyższe tętno,

    👉większe zmęczenie,

    👉szybszy wzrost temperatury wewnętrznej,

    👉spadek możliwości wysiłkowych.


    Dryf sercowo-naczyniowy — dlaczego tętno rośnie mimo tego samego tempa?

    Jednym z najbardziej charakterystycznych zjawisk podczas biegania w cieple jest tzw. dryf sercowo-naczyniowy.

    W praktyce oznacza to, że tempo pozostaje takie samo, ale tętno stopniowo rośnie. Dzieje się tak dlatego, że:

    👉część objętości krwi przesuwana jest do skóry,

    👉wraz z potem zmniejsza się objętość osocza,

    👉spada objętość wyrzutowa serca.

    Aby utrzymać odpowiedni transport tlenu, serce zaczyna bić szybciej. To właśnie dlatego spokojny trening wykonywany przy 10°C może mieć zupełnie inną charakterystykę fizjologiczną niż ten sam trening wykonywany przy 28°C.

    Dla wielu zawodników oznacza to:

    👉wejście na wyższą intensywność metaboliczną,

    👉większe wykorzystanie glikogenu,

    👉szybsze zmęczenie,

    👉trudniejszą regenerację.


    Temperatura, a VO₂max i ekonomia biegu

    Badania pokazują, że wysoka temperatura wpływa negatywnie nie tylko na subiektywne odczucia, ale również na konkretne parametry wydolnościowe. W badaniach analizujących wpływ wysiłku w wysokiej temperaturze obserwowano:

    👉spadek VO₂max,

    👉pogorszenie ekonomii biegu,

    👉obniżenie prędkości progowej,

    👉większy koszt energetyczny pracy mięśni.

    Po długotrwałym wysiłku w cieple:

    👉VO₂max może spaść o kilka procent,

    👉ekonomia biegu pogarsza się nawet o 3–5%,

    👉wzrasta koszt utrzymania tej samej prędkości.

    Z punktu widzenia praktyki treningowej oznacza to bardzo ważną rzecz tempo nie jest stałą wartością fizjologiczną. To samo tempo przy niskiej temperaturze może być spokojnym biegiem tlenowym, a w upale może przypominać trening progowy.


    Jaka temperatura jest najlepsza do biegania?

    Analizy wyników największych maratonów świata pokazują bardzo ciekawą zależność. Najlepsze wyniki wytrzymałościowe osiągane są zwykle w stosunkowo chłodnych warunkach. Za optymalny zakres dla biegów długich uznaje się najczęściej:

    👉około 5–12°C,

    👉umiarkowaną wilgotność,

    👉niewielki wiatr.

    Powyżej tego zakresu wyniki zaczynają się systematycznie pogarszać. Im wyższa temperatura, większa wilgotność, dłuższy czas wysiłku, tym większy spadek możliwości organizmu. To właśnie dlatego rekordowe maratony praktycznie nigdy nie są rozgrywane w wysokich temperaturach.


    Wilgotność — często większy problem niż sama temperatura

    Bardzo często biegacze skupiają się wyłącznie na temperaturze powietrza, zapominając o wilgotności. Tymczasem to właśnie wilgotność może być jednym z najważniejszych czynników ograniczających wydolność. Organizm chłodzi się głównie poprzez odparowywanie potu. Jeśli powietrze jest mocno nasycone wilgocią: pot odparowuje znacznie gorzej, oddawanie ciepła staje się mniej efektywne, temperatura organizmu szybciej rośnie.

    Dlatego:

    👉24°C przy suchej pogodzie może być jeszcze względnie komfortowe, ale 24°C przy wysokiej wilgotności może powodować ogromny wzrost obciążenia organizmu. To właśnie takie warunki są szczególnie niebezpieczne podczas: maratonów, ultra, długich treningów wytrzymałościowych.


    Jak temperatura wpływa na intensywność treningu?

    Jednym z najczęstszych błędów popełnianych przez biegaczy jest próba utrzymywania tych samych temp niezależnie od warunków atmosferycznych. Fizjologia jednak nie działa w ten sposób. W wysokiej temperaturze organizm: szybciej się przegrzewa, wcześniej wchodzi na wyższe intensywności metaboliczne, szybciej wykorzystuje glikogen, mocniej obciąża układ krążenia. Dlatego trening powinien być kontrolowany bardziej: tętnem, oddechem, subiektywnym odczuciem wysiłku (RPE), niż samym tempem.

    Przykład praktyczny

    Zawodnik: spokojny trening wykonuje zwykle po 5:00/km, przy tętnie około 145 bpm. Przy temperaturze 28°C to samo obciążenie fizjologiczne może wypadać już przy 5:20–5:30/km.

    Jeżeli mimo warunków będzie próbował utrzymać „standardowe” tempo: intensywność wzrośnie, trening przestanie być spokojnym rozbieganiem, pojawi się większy koszt regeneracyjny.


    Adaptacja do wysokiej temperatury

    Dobra wiadomość jest taka, że organizm potrafi bardzo skutecznie adaptować się do ciepła. Regularny trening w wysokiej temperaturze prowadzi między innymi do zwiększenia objętości osocza, wcześniejszego rozpoczęcia pocenia, efektywniejszego chłodzenia organizmu, niższego tętna przy tym samym wysiłku, lepszej tolerancji wysokiej temperatury. Pełna adaptacja cieplna trwa zwykle około 7–14 dni regularnej ekspozycji. Co ciekawe, niektóre badania sugerują, że adaptacja cieplna może poprawiać parametry wydolnościowe również poza gorącym środowiskiem poprzez zwiększenie objętości krwi i poprawę funkcjonowania układu krążenia.


    Temperatura, a różne rodzaje treningu

    Wysoka temperatura szczególnie mocno wpływa na długie rozbiegania, trening progowy, biegi ciągłe, maraton, ultra. Znacznie mniejszy wpływ obserwuje się w sprintach, bardzo krótkich interwałach, krótkich wysiłkach beztlenowych. Dzieje się tak dlatego, że w krótkich wysiłkach organizm nie zdąża jeszcze osiągnąć tak dużego przeciążenia termicznego jak podczas długotrwałego biegu.


    Podsumowanie

    Temperatura jest jednym z najważniejszych czynników wpływających na możliwości wysiłkowe biegacza. Wysokie temperatury zwiększają koszt fizjologiczny biegu, podnoszą tętno, przyspieszają zmęczenie i ograniczają zdolność organizmu do utrzymywania wysokiej intensywności przez dłuższy czas.

    To dlatego ten sam zawodnik może jednego dnia swobodnie realizować trening przy określonym tempie, a kilka stopni wyżej walczyć o utrzymanie podobnej intensywności.

    W praktyce treningowej oznacza to konieczność elastycznego podejścia do tempa oraz większego skupienia na parametrach fizjologicznych takich jak:

    • tętno,
    • oddech,
    • subiektywne odczucie wysiłku.

    Warto również pamiętać, że organizm potrafi adaptować się do wysokiej temperatury, jednak proces ten wymaga czasu i odpowiednio prowadzonego treningu.

    W sporcie wytrzymałościowym pogody nie da się oszukać. Można jednak nauczyć się rozumieć jej wpływ na organizm — a to często pozwala trenować znacznie mądrzej.


    Źródła

    1. Ely MR, Cheuvront SN, Roberts WO, Montain SJ. Impact of weather on marathon-running performance. Medicine & Science in Sports & Exercise. 2007.
    2. Racinais S, Alonso JM, Coutts AJ i wsp. Consensus recommendations on training and competing in the heat. British Journal of Sports Medicine. 2015.
    3. Nybo L, Rasmussen P, Sawka MN. Performance in the heat—physiological factors of importance for hyperthermia-induced fatigue. Comprehensive Physiology. 2014.
    4. González-Alonso J i wsp. Dehydration reduces cardiac output and increases systemic and cutaneous vascular resistance during exercise. Journal of Applied Physiology. 1997.
    5. Sawka MN, Noakes TD. Does dehydration impair exercise performance? Medicine & Science in Sports & Exercise. 2007.
    6. Périard JD, Racinais S, Sawka MN. Adaptations and mechanisms of human heat acclimation. Scandinavian Journal of Medicine & Science in Sports. 2015.
    7. Cheuvront SN, Haymes EM. Thermoregulation and marathon running. Sports Medicine. 2001.

    PRZECZYTAJ TAKŻE:

  • Adwekcja, „ciężkie powietrze” i wydolność biegacza

    Świat treningu biegowego bardzo często próbuje sprowadzić wydolność do prostych zależności: liczby kilometrów, tempa, tętna, progów metabolicznych, VO₂max, poziomu mleczanu. I oczywiście — są to fundamenty fizjologii wysiłku. Problem polega jednak na tym, że organizm człowieka nigdy nie funkcjonuje w warunkach laboratoryjnych. Biegacz nie trenuje w próżni fizjologicznej, czy środowiskowej. Każdy trening odbywa się w konkretnym środowisku atmosferycznym, które nieustannie oddziałuje na układ krążenia, wentylację, termoregulację, gospodarkę płynami, dostępność tlenu, aktywację układu nerwowego. A mimo tego wpływ pogody na wydolność wciąż bywa mocno niedoceniany. Wielu zawodników zna sytuację, w której: organizm jest wypoczęty, parametry treningowe teoretycznie się zgadzają, sen i regeneracja były dobre, a mimo to tempo „nie wchodzi”, tętno jest nienaturalnie wysokie, a wysiłek wydaje się dużo cięższy niż powinien. Najczęściej interpretacja jest wtedy bardzo prosta: „Forma spadła. Tymczasem bardzo często problemem nie jest ani forma, ani trening, ale możliwe że fizjologia środowiska, w którym organizm aktualnie pracuje. A dokładniej: adwekcja mas powietrza i zmiana warunków transportu tlenu. Bardzo ciekawe jest to że bardzo często takie warunki występują właśnie w naszym kraju! W Polsce!


    Czym jest adwekcja?

    Adwekcja to poziomy napływ mas powietrza o innych właściwościach: temperaturze, wilgotności, ciśnieniu, gęstości, zawartości aerozoli i pary wodnej.

    W Polsce zjawisko występuje wyjątkowo często, ponieważ znajdujemy się pomiędzy wpływami:

    👉atlantyckimi,

    👉kontynentalnymi,

    👉arktycznymi,

    👉zwrotnikowymi.

    To właśnie dlatego jednego dnia może biegać się „jak po sznurku”, a następnego organizm zachowuje się tak, jakby nagle stracił wydolność.


    Powietrze nadal ma 20,9% tlenu. Więc skąd problem?

    To kluczowe nieporozumienie. Procentowa zawartość tlenu praktycznie się nie zmienia.

    Zmienia się jednak:

    👉ciśnienie atmosferyczne,

    👉ciśnienie parcjalne tlenu,

    👉wilgotność,

    👉efektywność wymiany gazowej,

    👉koszt oddychania,

    👉zdolność organizmu do oddawania ciepła.

    I właśnie to zmienia: realną dostępność tlenu dla pracujących mięśni.


    Dlaczego wilgotne i duszne powietrze tak mocno obciąża organizm?

    Przy wysokiej wilgotności: pot gorzej odparowuje, organizm słabiej oddaje ciepło, rośnie temperatura wewnętrzna, zwiększa się przepływ krwi przez skórę.

    W efekcie:

    👉spada centralna objętość krwi,

    👉obniża się objętość wyrzutowa serca,

    👉HR musi wzrosnąć.

    To klasyczny: dryf sercowo-naczyniowy. Organizm wykonuje większą pracę nie dlatego, że biegniesz szybciej ale dlatego, że trudniej utrzymać homeostazę organizmu.


    Koszt oddychania też rośnie

    W sytuacjach takich jak: wysoki punkt rosy, duszne powietrze, niskie ciśnienie, napływie wilgotnych mas powietrza, mięśnie oddechowe zaczynają zużywać więcej energii.

    A to oznacza:

    👉większe zużycie tlenu przez układ oddechowy,

    👉mniejszą dostępność przepływu krwi dla mięśni nóg,

    👉szybsze przechodzenie na metabolizm glikolityczny.


    Nawet niewielki spadek dostępności tlenu ma ogromne znaczenie

    Badania pokazują, że wydolność tlenowa jest bardzo wrażliwa na ograniczenie dostępności tlenu. Prace Wehrlina i Halléna wykazały, że VO₂max obniża się średnio o około: 6–7% na każde 1000 m wysokości,
    a wydolność startowa może spadać jeszcze mocniej. Co ciekawe spadki wydolności obserwowano już na relatywnie niewielkich wysokościach odpowiadających umiarkowanej hipoksji. Dla biegacza oznacza to jedno. Nawet małe pogorszenie natlenowania organizmu może istotnie zmienić koszt wysiłku.


    Najlepsi zawodnicy często odczuwają to najmocniej

    Paradoksalnie elita wytrzymałościowa bywa bardziej wrażliwa na ograniczenie dostępności tlenu niż amatorzy. Dlaczego? Bo pracują bardzo blisko limitów transportu tlenu. U części wytrenowanych biegaczy występuje zjawisko: Hipoksemi wywołanej wysiłkiem fizycznym (EIH), czyli
    spadek saturacji podczas intensywnego wysiłku mimo zdrowych płuc i wysokiej wydolności.

    Badania pokazują, że u wytrenowanych zawodników zjawisko to jest bardzo częste, podczas maksymalnego biegu może występować nawet u większości wysoko wytrenowanych biegaczy. Co więcej nawet niewielkie obniżenie saturacji może realnie ograniczać VO₂max.


    Dlaczego w Polsce problem jest szczególnie widoczny?

    Bo Polska znajduje się w strefie ogromnej zmienności atmosferycznej. Regularnie występują: niże baryczne, napływy wilgotnych mas atlantyckich, adwekcja zwrotnikowa, gwałtowne zmiany punktu rosy, skoki ciśnienia, czyli organizm bardzo często musi adaptować się do zupełnie innych warunków fizjologicznych.

    To dlatego możemy mieć wrażenie że:

    👉jeden trening progowy jest stabilny,

    👉a kolejny przy tym samym tempie generuje dużo wyższy HR i większe RPE.


    Jak adwekcja wpływa na konkretne zakresy treningowe?

    Spokojne biegi

    Tutaj zwykle rośnie HR, pogarsza się ekonomia, zwiększa się dryf tętna. Największy błąd to próba utrzymania „sztywnego tempa”. W dusznych warunkach:

    👉5:00/km może kosztować organizm tyle co normalnie 4:45/km.


    Trening progowy

    To właśnie próg metaboliczny bardzo mocno reaguje na: temperaturę, wilgotność, punkt rosy, ciśnienie atmosferyczne. W takich warunkach próg przesuwa się, szybciej narasta glikoliza, dryf mleczanu pojawia się wcześniej.

    Często najlepszym rozwiązaniem jest:

    👉zwolnienie o kilka sekund na kilometr,

    👉skrócenie odcinków,

    👉większa kontrola HR i RPE.


    VO₂max i mocne interwały

    Tutaj wpływ adwekcji jest największy. Przy pogorszonej dostępności tlenu: organizm szybciej osiąga limit wentylacyjny, wzrasta koszt oddychania, szybciej pojawia się zmęczenie centralne. W praktyce czasem lepiej: skrócić jednostkę, zmniejszyć objętość, albo zamienić ją na trening tlenowy.


    Jak sprawdzić, czy danego dnia występuje problematyczna adwekcja?

    1. Punkt rosy (dew point)

    To jeden z najlepszych parametrów dla biegacza.

    Orientacyjnie:

    👉<8°C → bardzo komfortowo,

    👉8–12°C → dobre warunki,

    👉12–16°C → wyraźnie ciężej,

    👉16–18°C → duże obciążenie,

    👉20°C → bardzo trudne warunki dla wytrzymałości.


    2. Ciśnienie atmosferyczne

    Przy głębokich niżach: często rośnie HR, pogarsza się tolerancja wysiłku, zwiększa się zmęczenie.


    Jak trenować mądrze w takich warunkach?

    Najważniejsza zasada: steruj fizjologią, nie tempem.

    W niestabilnych warunkach atmosferycznych: HR, RPE, oddech, stabilność mechaniki, dryf mleczany są dużo lepszym wyznacznikiem niż tempo. Bo tempo jest tylko efektem końcowym. Natomiast koszt fizjologiczny może danego dnia być zupełnie inny.


    Największy problem amatorów

    Wielu biegaczy ignoruje wpływ warunków atmosferycznych, próbuje utrzymać założone tempo, mimo że organizm funkcjonuje w dużo trudniejszych warunkach. A wtedy rośnie udział glikolizy, przeciążany jest układ nerwowy, wydłuża się regeneracja, zwiększa się ryzyko chronicznego zmęczenia. I często zawodnik interpretuje to jako: „spadek formy”. Choć problemem bywa po prostu: wilgotność, punkt rosy, niż baryczny, napływ ciężkich mas powietrza.


    Wnioski

    „Atmosfera” jest częścią treningu. I choć wielu zawodników skupia się wyłącznie na kilometrażu, tempach, strefach, tętnie, to realna wydolność organizmu każdego dnia zależy również od dostępności tlenu, kosztu oddychania, zdolności chłodzenia organizmu, warunków atmosferycznych. Dlatego doświadczeni biegacze często nie pytają „Jakie mam tempo?”. Tylko „Jaki jest dziś koszt fizjologiczny tego tempa?”


    Źródła i badania

    1. Exercise-Induced Hypoxemia in Endurance Athletes (PMC)
    2. Linear relationship between VO2max and hypoxia response (PubMed)
    3. Linear decrease in VO2max and performance with increasing altitude
    4. Effect of exercise-induced arterial O2 desaturation on VO2max
    5. Exercise-induced hypoxaemia in elite endurance athletes (PubMed)
    6. Prevalence of Exercise-Induced Arterial Hypoxemia in Distance Runners at Sea Level
    7. Maximal Work Capacity and Performance in Cold and Warm Environmental Temperatures

    PRZECZYTAJ TAKŻE:

  • Pod górę szybciej: jak trenuje elita biegów górskich?

    Bieganie górskie i trailowe w ostatnich latach przeszło dynamiczną ewolucję — zarówno pod względem popularności, jak i poziomu sportowego. Zawody, które jeszcze kilkanaście lat temu miały charakter niszowy, dziś gromadzą tysiące uczestników i przyciągają zawodników o przygotowaniu porównywalnym do elitarnych maratończyków czy kolarzy szosowych. Wraz z rozwojem dyscypliny pojawiła się potrzeba bardziej precyzyjnego, opartego na danych i badaniach podejścia do treningu, uwzględniającego specyfikę terenu górskiego.

    Trening biegacza górskiego różni się zasadniczo od klasycznego treningu ulicznego. Oprócz wydolności tlenowej i ekonomii biegu kluczowe znaczenie mają:

    👉zdolność generowania dużej mocy przy niskiej kadencji (podbieg),

    👉odporność mięśniowa na długotrwałą pracę ekscentryczną (zbiegi),

    👉adaptacja do zmiennego tempa i intensywności wysiłku,

    👉umiejętność długotrwałego poruszania się w terenie technicznym.

    W odpowiedzi na te wymagania najlepsi zawodnicy świata wypracowali specyficzne modele treningowe, które — mimo różnic indywidualnych — wykazują zaskakująco wiele cech wspólnych. Analiza metod stosowanych przez takich zawodników jak Kilian JornetStian AngermundRuth CroftMaude Mathys czy François D’Haene pokazuje, że sukces w biegach górskich nie wynika z jednego „magicznego” bodźca treningowego, lecz z długofalowej, konsekwentnej adaptacji do obciążeń specyficznych dla terenu.

    Celem niniejszego artykułu jest:

    👉Przedstawienie sylwetek czołowych biegaczy górskich świata w kontekście ich filozofii treningowej,

    👉Omówienie wspólnych zasad wynikających z praktyki elity i badań naukowych,

    👉Zaprezentowanie przykładowych mikrocykli treningowych, które mogą stanowić punkt odniesienia dla trenerów i ambitnych zawodników.

    Artykuł łączy praktykę trenerską, analizę publicznych danych treningowych oraz literaturę naukową, stanowiąc pomost między światem badań, a realnym treningiem w górach.

    Dlaczego trening górski różni się od „zwykłego” biegania?

    Bieg górski stawia inne wymagania: duże zmiany przewyższenia, odmienne obciążenie mięśniowe (silna ekscentryczna praca przy zbiegach i wysoka siła przy podbiegach), zmienność tempa i intensywności oraz często trudna technika poruszania się po kamieniach/korzeniach. Badania pokazują, że intensywne podbiegi (hill repeats) znacząco poprawiają VO₂max, próg mleczanowy i ekonomię biegu, a specyficzna praca siłowa i trening na nachyleniu jest kluczowa w przygotowaniu do wyścigów górskich. Równocześnie analiza danych elit (np. Kilian Jornet) wskazuje na stosunkowo prostą strukturę tygodnia: wysokie objętości w strefie tlenowej plus 1–3 jakościowe sesje/tydzień i częste „doubles” (dwa treningi dziennie) w okresach akumulacji. 


    Sylwetki i ich charakterystyczne cechy treningowe

    Kilian Jornet — długoterminowe budowanie bazy i prostota

    Kilian jest przykładem zawodnika z olbrzymią kumulacją godzin treningu w ciągu roku (lata stabilizacji bardzo wysokiej objętości), ale z prostą strukturą tygodnia: dominują długie, spokojne biegi i normalnie 2 jakościowe jednostki w tygodniu, dodatkowo wiele dni z podwójnymi sesjami oraz okresy specyficzne przed zawodami (większa objętość przed ultra, więcej intensywności przed krótszymi biegami). Jego podejście kładzie nacisk na adaptację poprzez objętość i na specyficzność (trening na podobnym profilu do wyścigu). 

    Stian Angermund — siła i kontrolowane interwały

    Stian (Golden Trail World Series champion) pokazuje, że do sukcesów w krótszych, szybkich biegach górskich potrzebne są precyzyjne interwały, sesje na zbiegach oraz siła. W dostępnych poradnikach prezentuje konkretne interwały i ćwiczenia siłowe, jako kluczowe 1–2 sesje jakościowe w tygodniu. 

    Ruth Croft — trening „mieszany”, adaptacja do różnych profili trasy

    Ruth, zwyciężczyni m.in. CCC/UTMB, często trenuje w warunkach, które nie zawsze pozwalają na łatwy dostęp do gór (miasto) — dlatego jej plan zawiera dużo treningu na schodach/incline treadmill, długie wybiegania oraz długie powtarzane podbiegi (np. 4×10 min podbiegów jako wzmacniająca sesja). To model dla biegaczy, którzy mają ograniczony dostęp do gór, ale potrzebują adaptacji siłowej i specjalistycznej. 

    Maude Mathys — siła, podbiegi i szybkość na krótkich dystansach górskich

    Maude, medalistka w biegach górskich, w wywiadach podkreśla znaczenie pracy siłowej i sesji specyficznych dla krótkich, stromych wyścigów (vertical). Plan łączy krótkie interwały, intensywną pracę na podbiegach i regularne sesje siłowe. 

    François D’Haene — ultratraining: kontrolowane jednostki jakościowe + regeneracja

    François, dominator ultra (UTMB i inne), podkreśla ważność pracy interwałowej właściwie prowadzonych sesji prędkościowych, ale w kontekście bardzo wysokiej całkowitej objętości treningowej i umiejętnego taperingu/regeneracji. Ma też wiedzę metodyczną dotyczącą tego, jak wykonać interwały i sesje progowe dla ultra. 


    Zasady, które wyłaniają się z praktyki i badań

    👉Dominacja treningu tlenowego — większość objętości w niskich strefach (długie, spokojne wybiegania) dla bazy i odporności.

    👉1–3 sesje jakościowe tygodniowo — hill repeats, interwały progowe, dłuższe tempo, krótsze wyścigi wymagają więcej jakości, ultra — więcej objętości. 

    👉Hill repeats i trening siły — badania i praktyka pokazują, że trening pod górę poprawia VO₂max, maksymalną prędkość i wytrzymałość specyficzną do nachylenia. Ale trzeba to stosować precyzyjnie żeby nie „zniszczyć mięśni”.

    👉Podwójne sesje (doubles) w fazie akumulacji — wielu czołowych biegaczy stosuje 2 sesje dziennie, aby zwiększyć objętość bez nadmiernego zmęczenia (praca w głownie poniżej progu LT1)

    👉Siła ogólna i ekscentryczna — regularna (1–2×/tydz) praca siłowa, ze szczególnym uwzględnieniem ćwiczeń ekscentrycznych dla kontroli podczas zbiegu. Badania jasno pokazują korzyści siły dla biegaczy długodystansowych. 


    Przykładowe mikrocykle — praktyczne szablony

    Poniższe mikrocykle to wzory inspirowane podejściem wyżej wymienionych zawodników i badaniami.

    A) Mikrocykl — krótkie, szybkie górskie wyścigi (Sierre-Zinal, 10–20 km)

    Cel: moc, szybkość, moc na podbiegach.

    Poniedziałek: regeneracja aktywna 45–60 min (trucht + mobilność).

    Wtorek: interwały 6×4 min na progu mleczanowym (na trasie górskiej lub bieżnia z nachyleniem); rozruch + schłodzenie.

    Środa: easy 60–90 min (technika zbiegów, trucht).

    Czwartek: podbiegi 8×3–5 min(>6–8% nachylenia), trucht zbiegiem, całość 60–75 min.

    Piątek: siła (45 min) — ćwiczenia ekscentryczne, plyometria niskiego wpływu.

    Sobota: długie tempo/trening specyficzny: 90–120 min z fragmentami w tempie wyścigowym na technicznym profilu.

    Niedziela: easy recovery 60–90 min (opcjonalnie double: rano 45 min, popoł. 30 min).
    Ten schemat odzwierciedla podejście Stiana i elementy Kiliana (jakościowe sesje 2/tyg + dużo tlenowej objętości). 

    B) Mikrocykl — dystanse ultra w górach (50–100+ km)

    Cel: budowanie objętości, odporności i zdolności do utrzymania tempa w trudnym profilu.

    Poniedziałek: regeneracja aktywna, mobilność.

    Wtorek: dłuższe podbiegi: 3×(20–40 min podbiegów w terenie) lub 2×(1,5–2h z naciskiem na przewyższenie) — sesja jakościowa.

    Środa: easy 90–120 min (możliwe double: rano easy, wieczór siła).

    Czwartek: próg/VO₂: 40–60 min łączone (np. 5×8 min progowe na trudnym terenie).

    Piątek: siła + technika zbiegów (45–60 min).

    Sobota: long run 3–6 h (w zależności od fazy) — często z elementami trasy docelowej (specyfika przewyższeń).

    Niedziela: aktywna regeneracja 60–90 min lub dzień wolny.


    Ten szablon odzwierciedla filozofię Fourncoisa/François D’Haene — niska liczba jakościowych jednostek, ale wysoka łączna objętość i właściwy taper. 

    C) Mikrocykl — krótkie biegi z dużą różnicą przewyższenia (vertical)

    Cel: moc specyficzna, wysoka intensywność anaerobowa, siła.

    Poniedziałek: regeneracja lub trening techniki.

    Wtorek: krótkie, intensywne podbiegi 10×1–3 min (full effort), powrót truchtem.

    Środa: easy + siła (skupienie na mocy).

    Czwartek: interwały o wysokiej intensywności 4×4 min lub 6×3 min na VO₂max.

    Piątek: easy.

    Sobota: sesja górska 60–90 min z powtarzanymi krótkimi sprintami na nachyleniu.

    Niedziela: easy recovery.


    Takie układy stosuje Maude i zawodnicy specjalizujący się w krótkich, stromych wyścigach. 


    Jak adaptować mikrocykl do konkretnego zawodnika

    👉Cel i dystans — im krótszy i szybszy bieg, tym wyższy udział sesji intensywnych; im dłuższy (ultra), tym większa objętość tlenowa. 

    👉Dostępność terenu — jeśli brak góry, zastąp długie podbiegi schodami, bieżnią mechaniczną z nachyleniem lub długimi sesjami na schodach/sztucznym nachyleniu. 

    👉Regeneracja — dbać o dni niskiego obciążenia i sen; elity stosują „doubles”, ale rozkładają obciążenie tak, żeby nie przeciążyć pojedynczej jednostki. 

    👉Siła i plyometria — 1× tygodniowo minimum; w okresie budowy mocy 1–2×.


    Kilka praktycznych sesji, które możesz wdrożyć

    👉Hill repeats (podbieg): 6–8×3–5 min pod górę (tempo mocne pod progiem Lt2), trucht na zbiegu

    👉Długi wysiłek specyficzny: 2–4 h w terenie z fragmentami w tempie wyścigowym, technika zbiegów

    👉Interwały VO₂: 4–6×4 min na VO₂max z 2–3 min truchtu lub 5×6 min na progu;


    Trening amatora, a trening elity – kluczowe różnice i bezpieczna adaptacja

    Należy wyraźnie podkreślić, że trening amatora biegającego w górach nie powinien być bezpośrednią kopią planów stosowanych przez zawodników światowej elity. Elitarni biegacze dysponują wieloletnim „kapitałem treningowym”, wysoką odpornością aparatu ruchu oraz zdolnością do regeneracji przy bardzo dużych objętościach i przewyższeniach. Dla biegacza amatorskiego kluczowa jest stopniowa adaptacja, a nie szybkie zwiększanie liczby metrów w pionie. Na początkowych i średniozaawansowanych etapach rozwoju wiele kluczowych cech fizjologicznych — takich jak wydolność tlenowa, próg mleczanowy, VO₂max czy ekonomia biegu — można skutecznie rozwijać na terenie płaskim lub lekko pofałdowanym, bez konieczności ciągłego trenowania w stromym terenie. Również siłę mięśniową i odporność aparatu ruchu można (i często należy) budować w kontrolowanych warunkach siłowni, poprzez trening ogólnorozwojowy i ćwiczenia ekscentryczne, zanim przeniesie się pełne obciążenia do terenu górskiego. Najczęstszym błędem amatorów jest zbyt szybkie zwiększanie objętości i przewyższeń, co prowadzi do przeciążeń mięśni, ścięgien i układu nerwowego. Dlatego obciążenia — zarówno kilometraż, jak i metry w pionie oraz intensywność — powinny być dawkowane progresywnie, z uwzględnieniem indywidualnej regeneracji, historii urazów i aktualnego poziomu wytrenowania. W praktyce to właśnie cierpliwość i systematyczność, a nie szybkie „gonienie gór”, decydują o długoterminowym rozwoju i zdrowiu biegacza górskiego.

    Podsumowanie

    Opisanych tutaj mikrocykli nie należy traktować jako sztywnych planów treningowych — elity mają lata adaptacji i indywidualne programowanie prowadzone przez sztaby trenerskie. Źródła, z których korzystałem, to publicznie dostępne wywiady, analizy sezonów i krótkie przewodniki/treningi publikowane przez samych zawodników i marki sportowe oraz literatura naukowa na temat treningu pod górę. Tam, gdzie brakowało szczegółów (szczególnie co do dokładnych godzin i % stref tętna poszczególnych jednostek), stosowałem uogólnienia zgodne z praktyką (np. 90% objętości na niskiej intensywności + 1–3 sesje jakościowe). 

    Analiza treningu najlepszych biegaczy górskich świata prowadzi do jednoznacznego wniosku: elita nie trenuje chaotycznie ani „na wyczucie”, lecz opiera swoje przygotowania na klarownych zasadach fizjologicznych, długoterminowym planowaniu i wysokiej specyficzności bodźców. Choć objętość, intensywność i struktura mikrocykli różnią się w zależności od dystansu docelowego, profilu trasy i indywidualnych predyspozycji zawodnika, fundament pozostaje wspólny.

    Najważniejszym filarem treningu jest wysoka objętość pracy tlenowej o niskiej intensywności, która buduje bazę metaboliczną, odporność mięśniowo-ścięgnistą i zdolność do regeneracji. Nawet w przypadku zawodników startujących w krótszych biegach górskich, większość tygodniowego kilometrażu realizowana jest poniżej progu mleczanowego. To podejście znajduje potwierdzenie zarówno w analizach treningów elity, jak i w badaniach nad sportami wytrzymałościowymi.

    Drugim kluczowym elementem jest ograniczona, ale bardzo precyzyjna liczba jednostek jakościowych — zazwyczaj od jednej do trzech w tygodniu. Są to przede wszystkim:

    👉podbiegi o różnej długości i nachyleniu,

    👉interwały progowe i VO₂max,

    👉długie treningi specyficzne z narastającą intensywnością.

    W odróżnieniu od biegania ulicznego, trening górski w znacznie większym stopniu integruje siłę z wytrzymałością, a klasyczny podział na „bieganie” i „siłownię” ulega zatarciu. Regularna praca siłowa — szczególnie o charakterze ekscentrycznym — stanowi nie dodatek, lecz integralną część procesu treningowego, warunkującą zdolność do efektywnego i bezpiecznego zbiegania.

    Warto również podkreślić znaczenie specyficzności terenu. Najlepsi zawodnicy świata możliwie często trenują na trasach zbliżonych do profilu zawodów docelowych, a w przypadku braku takiej możliwości stosują substytuty: bieżnie mechaniczne z nachyleniem, schody, długie podbiegi asfaltowe czy trening siłowy o wysokiej lokalnej intensywności.

    Przedstawione w artykule mikrocykle nie są gotowymi planami treningowymi, lecz modelami referencyjnymi, które powinny zostać zaadaptowane do poziomu sportowego, historii urazów, dostępnego czasu oraz celu startowego zawodnika. Ich największą wartością jest pokazanie logiki układu tygodnia, relacji między objętością, a intensywnością oraz sposobu łączenia bodźców wytrzymałościowych i siłowych.

    Ostatecznie trening biegacza górskiego jest procesem wieloletnim, w którym kluczowe znaczenie mają cierpliwość, progresja i umiejętność reagowania na sygnały organizmu. Elita światowa pokazuje, że konsekwencja i prostota w strukturze treningu, a nie ciągłe poszukiwanie nowych metod, stanowią fundament długotrwałego sukcesu w górach.


    Bibliografia

    1. Barnes, K. R., & Kilding, A. E. (2015). Strategies to improve running economy. Sports Medicine,
    2. Balsalobre-Fernández, C., et al. (2016). Strength training improves running economy in highly trained runners. Journal of Strength and Conditioning Research,
    3. Ferley, D. D., et al. (2020). Physiological demands of uphill vs. level running. European Journal of Applied Physiology,
    4. Millet, G. Y., et al. (2011). Physiological and biomechanical adaptations to trail running. Sports Medicine,
    5. Seiler, S. (2010). What is best practice for training intensity distribution in endurance athletes? International Journal of Sports Physiology and Performance,

    Źródła praktyczne i wywiady
    6. Jornet, K. (2018). Training for the Uphill Athlete. Patagonia Books.
    7. D’Haene, F. (2021). Ultra-endurance training principles. Wywiady i materiały Salomon Running.
    8. Angermund, S. (2020). Hill training and strength for mountain running. Salomon Athlete Series.
    9. Croft, R. (2021). Training without mountains. Salomon Trail Running Journal.

    Materiały trenerskie i analizy
    10. Saunders, P. U., et al. (2004). Factors affecting running economy. Sports Medicine,
    11. Vernillo, G., et al. (2017). Biomechanics and physiology of uphill and downhill running. Sports Medicine,

    PRZECZYTAJ TAKŻE:

  • Jak dystans definiuje trening – od maratonu do 1500 metrów

    Jak podejście Stephena Seilera zmienia rozumienie treningu biegowego

    Kim jest Stephen Seiler i skąd wzięła się jego koncepcja?

    Stephen Seiler to jeden z najbardziej wpływowych badaczy współczesnej fizjologii wysiłku, specjalizujący się w treningu wytrzymałościowym. Jego prace naukowe od początku lat 2000 koncentrują się na analizie rzeczywistych modeli treningowych stosowanych przez elitarnych zawodników – w przeciwieństwie do teoretycznych schematów tworzonych „zza biurka”.

    Pracując m.in. na Norweskim Uniwersytecie Naukowo-Technicznym (NTNU), Seiler prowadził badania nad:

    👉dystrybucją intensywności treningowej

    👉fizjologią wysiłków długotrwałych

    👉adaptacjami do różnych modeli treningowych

    Szczególnie istotne było jego podejście oparte na analizie danych treningowych najlepszych sportowców świata – w tym biegaczy narciarskich, wioślarzy czy kolarzy. To właśnie na podstawie tych obserwacji opisał model treningu spolaryzowanego, który z czasem znalazł zastosowanie również w biegach długodystansowych.

    Seiler nie jest typowym „trenerem systemowym” – jego rola polega raczej na interpretacji danych i wyjaśnianiu mechanizmów stojących za skutecznym treningiem. Jego wnioski mają jednak bezpośredni wpływ na praktykę, ponieważ są spójne z tym, co od lat stosują najlepsi zawodnicy świata.


    Jak Seiler wyznacza progi w praktyce

    W przeciwieństwie do wielu modeli opartych na sztywnych wartościach (np. 2 lub 4 mmol/l), Seiler podkreśla, że progi powinny być wyznaczane indywidualnie jako punkty załamania krzywej fizjologicznej, a nie arbitralne liczby.

    Najczęściej wykorzystuje się trzy podejścia:

    1. Krzywa mleczanowa

    Podczas testu stopniowanego obserwuje się momenty zmiany dynamiki narastania mleczanu:

    👉LT1 – pierwszy systematyczny wzrost powyżej poziomu spoczynkowego

    👉LT2 – punkt gwałtownego przyspieszenia akumulacji mleczanu

    Kluczowe jest tu patrzenie na kształt krzywej, a nie konkretną wartość liczbową.

    PRZECYTAJ TAKŻE: PRÓG MLECZANOWY BEZ MITÓW

    2. Wentylacja (VT1 / VT2)

    Seiler często odnosi się do progów wentylacyjnych jako praktycznego odpowiednika progów mleczanowych:

    👉VT1 – pierwszy wzrost wentylacji względem VO2 (początek większego udziału metabolizmu beztlenowego)

    👉VT2 – punkt gwałtownego wzrostu wentylacji i hiperwentylacji

    3. Metody terenowe

    W pracy z zawodnikami często stosuje uproszczone metody:

    👉LT1 – intensywność, przy której możliwa jest swobodna rozmowa (talk test)

    👉LT2 – najwyższa intensywność utrzymywana przez ~30–60 min (zbliżona do MLSS)

    Seiler podkreśla, że kluczowa nie jest absolutna precyzja, ale spójność wyznaczania i konsekwencja w stosowaniu stref.


    Dwa progi zamiast jednego

    Seiler odchodzi od klasycznego myślenia o jednym „progu” i wprowadza model dwóch punktów przełomowych:

    👉LT1 (pierwszy próg) – moment, w którym mleczan zaczyna rosnąć powyżej poziomu spoczynkowego

    👉LT2 (drugi próg) – punkt gwałtownego narastania mleczanu

    Pomiędzy nimi znajduje się tzw. „środkowa strefa intensywności”, często utożsamiana z treningiem progowym lub popularnym „sweet spot”.

    To właśnie sposób wykorzystania tej strefy stanowi kluczową różnicę między dystansami biegowymi.


    Maraton: dominacja LT1 i ograniczenie „środka”

    W maratonie intensywność startowa znajduje się w okolicach LT1 lub nieco poniżej. Oznacza to, że zawodnik przez ponad dwie godziny (a u większości znacznie dłużej) musi utrzymywać wysiłek, który jest metabolicznie stabilny.

    Kluczowe wymagania to:

    👉wysoka zdolność utleniania tłuszczów

    👉oszczędzanie glikogenu

    👉niska produkcja mleczanu przy danej prędkości

    W tym kontekście Seiler proponuje model treningowy oparty na dwóch filarach:

    1. Bardzo duża objętość niskiej intensywności (poniżej LT1)

    To właśnie tutaj zachodzą najważniejsze adaptacje:

    👉rozwój mitochondriów

    👉poprawa kapilaryzacji mięśni

    👉zwiększenie zdolności utleniania tłuszczów

    2. Wyraźnie oddzielone bodźce wysokiej intensywności (powyżej LT2)

    Ich celem jest:

    👉zwiększenie VO2max

    👉podniesienie „sufitu” wydolności

    Co z treningiem progowym?

    Seiler pokazuje, że nadmierne przebywanie między LT1 a LT2 — czyli w tzw. „szarej strefie” — jest problematyczne:

    👉generuje duże zmęczenie

    👉nie maksymalizuje żadnej konkretnej adaptacji

    👉ogranicza objętość treningową

    Dlatego w przygotowaniach maratońskich trening w tej strefie jest:

    👉stosowany oszczędnie

    👉wykorzystywany głównie w kontekście specyfiki startowej (np. końcówki długich biegów lub odcinki w tempie maratońskim)


    Kluczowy paradoks: jak podnosimy LT1, nie trenując na LT1?

    To jedno z najczęściej zadawanych pytań.

    Odpowiedź jest zaskakująca:
    LT1 rośnie głównie dzięki treningowi poniżej LT1, a nie na nim.

    Dzieje się tak, ponieważ:

    👉organizm zwiększa zdolność do produkcji energii tlenowej

    👉spada względna produkcja mleczanu przy danej intensywności

    👉poprawia się jego wykorzystanie jako paliwa

    Efekt końcowy:
    ta sama prędkość staje się „łatwiejsza”, a próg przesuwa się w prawo.


    A co w takim razie z dystansami 800–1500 m? Czy tutaj schemat treningowy jest podobny?

    W biegach średnich sytuacja wygląda diametralnie inaczej.

    Intensywność startowa:

    👉znajduje się w okolicach LT2 lub powyżej

    👉wiąże się z wysokim stężeniem mleczanu

    Kluczowe wymagania:

    👉zdolność utrzymania wysokiej prędkości

    👉tolerancja zakwaszenia

    👉rozwój VO2max

    Komponent neuromięśniowy (siła, dynamika, ekonomia przy dużej prędkości)


    Dlaczego „środek” wraca do gry?

    W przeciwieństwie do maratonu:

    👉 dla 1500 m trening w okolicach LT2 jest bezpośrednio specyficzny dla startu

    To oznacza, że:

    👉trening progowy (LT2) ma realną wartość

    👉rozwija zdolność utrzymania wysokiego % VO2max

    👉poprawia klirens mleczanu


    Różnice w dystrybucji intensywności

    Maraton:

    👉~75–85% niska intensywność

    👉~10–20% wysoka intensywność

    👉ograniczona ilość pracy w środkowej strefie

    800–1500 m:

    👉mniejsza dominacja Z1

    👉więcej pracy w Z3

    👉istotna obecność (progu)


    Najważniejsza różnica filozofii treningu

    👉Maraton: ogranicz środek

    👉1500 m: naucz się kontrolować środek i górę


    Co z tego wynika dla praktyki treningowej?

    Dla maratończyków:

    👉kluczem jest objętość i ekonomia biegu

    👉„łatwe biegi muszą być naprawdę łatwe”

    👉trening progowy nie może dominować

    Dla średniodystansowców:

    👉potrzebna jest większa różnorodność bodźców

    👉próg (LT2) staje się elementem specyfiki startowej

    👉trening musi obejmować także wysokie prędkości i tolerancję zmęczenia


    Wniosek

    Nie istnieje jeden uniwersalny model treningu biegowego.

    To, co działa w maratonie — czyli duża objętość i ograniczenie pracy w „szarej strefie” — nie przenosi się wprost na biegi średnie. Im krótszy dystans, tym większe znaczenie mają intensywności zbliżone do tempa startowego.

    Najważniejsza lekcja z podejścia Seilera brzmi:

    Nie trenujesz „progu” jako punktu — budujesz system, w którym cały organizm pracuje efektywniej przy danej prędkości.

    Literatura:

    Seiler S., Kjerland G. (2006)

    Seiler S. (2010, 2013)

    Stöggl T., Sperlich B. (2014)

    Faude O. et al. (2009)

    Brooks G. (2020)

    PRZECZYTAJ TAKŻE:

    Uzupełnij dane kontaktowe

    Skąd się o nas dowiedziałeś*:

    Obozy biegowe
    Przeżyj z nami niesamowitą biegową przygodę!

    Wyjazd na obóz treningowy to nie tylko bieganie ale też świetna zabawa, spędzenie czasu z niesamowitymi ludźmi z różnych zakątków kraju i nie tylko. Profesjonalna opieka trenerów, zaplecze sportowe, piękne tereny, znakomite hotele to sprawy które powinny zachęcić wszystkich miłośników biegania.

    Tutaj poznasz najnowsze rozwiązania treningowe, poprawisz technikę, poznasz metody szybkiej regeneracji, wzmocnisz mięśnie i rozwiniesz swoje biegowe skrzydła.